1/01/2016

Ewangelia według Lokiego



Tytuł: „Ewangelia według Lokiego
Autor: Joanne M. Harris
Wydawca: Akurat
Data premiery: 14.10.2015
Ilość stron: 412

Dzięki rozpowszechnianiu mitologicznych motywów przez masową kulturę poznałam jednego z moich największych sprzymierzeńców, absolutnego mistrza, Lokiego. Pewnie sporo osób po raz pierwszy o nim usłyszało dzięki jego obecności w Avengersach i Thorze. Ja już co nieco wiedziałam przed filmami, od dawna chciałam poznać mitologię nordycką, więc z grubsza to i owo przeszło mi przez uszły, ale nikt nie zachęcił mnie do zapoznania się z mitami Skandynawów tak bardzo jak Tom Hiddleston bezbłędną grą aktorską, wcielając się w Lokiego z Asgardu. Nie przesadzę, jeśli powiem, że skradł całe show pozostałym, Thor też ucierpiał, jeśli nie najbardziej ze wszystkich. Tak ciekawe przedstawienie nordyckiego boga, jako przebiegłego, zniewalającego, sarkastycznego, inteligentnego (można by wymieniać i wymieniać)... sprawiło, że jeszcze bardziej zainteresowałam się tematem. 

Kiedy usłyszałam o książce Joanne M. Harris wpadłam w istną euforię. Książka zapowiadała się oszałamiająco. W końcu Loki w takiej wersji, na jaką czekałam. Show time. Ale później dopadły mnie oczywiście wątpliwości. Czy autorka podoła wyzwaniu? Loki to nie jakiś tam byle bohater, to największy psotnik wśród wszystkich bóstw. Obawiałam się, że Joanne całkowicie spartaczy robotę, zniszczy postać, Tom postawił poprzeczkę bardzo wysoko swoją kreacją Lokiego, a ja już nie raz się przejechałam na autorkach, które to uważają się za wielce zabawne (czego są absolutnie pewne), co nie raz skutkowało wielką klapą. Bałam się, że Joanne M. Harris zepsuje jedną z moich ukochanych postaci. Po przeczytaniu książki? Zdałam sobie sprawę, że ona także musi być minimum tak zaawansowaną fangirl, jeśli chodzi o Lokiego, a może nawet jeszcze większą. A może to kolejne wcielenie Lokiego, dlatego ta książka wypadła tak świetnie?

Pierwszym strzałem w dziesiątkę ze strony autorki była narracja pierwszoosobowa. To Ewangelia według Lokiego, więc dlaczego sam Loki nie miałby nas przez nią poprowadzić? Mogę zapewnić wszystkich zainteresowanych, że został zachowany i w mowie i w czynie Loki rozrabiaka. Jego ironiczne wypowiedzi, barwne, zabawne i inteligentne docinki, samo opowiadanie z jego perspektywy jest rzeczą przynoszącą tyle humoru i radości, że choćby dla samego stylu powieści warto po nią sięgnąć. O czym jest Lokabrenna, tj. Ewangelia według Lokiego? O Lokim od samiutkich jego początków. A przynajmniej tych możliwych do określenia, bo całą prawdę zna tylko on sam. Uwielbiam jak Loki opowiada o swoich pobudkach, jak się wyraża o innych bogach. Już samo przedstawienie przez niego postaci na początku, taki słowniczek, wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.

To moja pierwsza powieść o Lokim, nie będę zgrywać erudytki, ale jeśli ktoś chce rozpocząć przygodę z mitologią nordycką w dobrym stylu i z humorem typowym dla Lokiego, to powieść Joanne m. Harris jest idealna. Po tych wszystkich latach życia jak absolutny mol książkowy dopiero przy tej pozycji zdałam sobie sprawę, jak wielką rolę odgrywa narracja, a zwłaszcza ta pierwszoosobowa. Ona stanowi fundamenty powieści, jeśli one będą niestabilne, to nie ma większych szans, że inne aspekty podreperują niedociągnięcia.

Nietuzinkowa książka, jednak wymagająca uwagi, skupienia, bo jak roztargnienie przejmie umysł podczas czytania, to później trzeba nadrabiać strony. W wielu, a właściwie większości przypadków czarnych bohaterów, jestem po ich stronie, a nie "tych dobrych". Ponieważ często są oni poszkodowani, ukazani w sposób stereotypowy, gorszy, a w rzeczywistości są dużo fajniejsi i bardziej wartościowi niż pakerzy z dobrej ligi. A Loki to już w ogóle jest na szczycie "czarnych bohaterów", za którymi stoję murem.

Powieść z humorem, ale także obdarzająca czytelnika ogromną wiedzą, naturalnie w sposób przystępny i zrozumiały. Po prostu niesamowita. 

8,5/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz