12/10/2015

Sny bogów i potworów 1&2



Tytuł: „Sny bogów i potworów 1&2
Autor: Laini Taylor
Wydawca: Amber
Data premiery: 02.06.2015;07.09.2015
Ilość stron: 304;288

Czytelnicy są przyzwyczajeni, że w przypadku serii kolejne tomy wychodzą we w miarę równych odstępach czasowych. Autorzy raczej nie zwlekają z kontynuacjami czy też nie rezygnują z pisania rozpoczętej historii, a wydawnictwa nie zaprzestają ich publikowania - mówiąc o wydawaniu w rodzimym języku autora. Inaczej jest z wydawnictwami zagranicznymi. W przypadku wydawania książki w innym niż oryginalny języku może nastąpić sytuacja, w której wydawnictwo zrezygnuje z publikowania kolejnych części, jeśli na przykład pierwsza (lub kolejna) nie będzie się dobrze sprzedawać. Da się to zrozumieć, skoro seria nie zdobyła uznania czytelników, ludzie nie biegną tłumnie do księgarń, żeby ją zakupić, a i zyski wydawnictwa są poniżej oczekiwań. Jednak jeśli kończy się wydawanie tuż przed ostatnim tomem – to jest już nieuczciwość wobec klientów.

Po licznych prośbach i petycji, organizowanej przez polskich fanów autorki w 2014 roku, pod którą podpisało się niemalże 800 osób, Wydawnictwo Amber postanowiło nareszcie zakończyć trylogię Laini Taylor. Żeby jednak nie wszystko było takie idealne, rozbiło trzecią część na dwa tomy, wydane w odstępie trzech miesięcy. Jakie skutki dla czytelników? A takie, że lepiej kupić od razu obydwa, bo przerywanie po jednym to jak odłożenie lektury na później. Sny bogów i potworów na tym cierpią, bo historia traci spójność. Pierwszy tom ostatniej części wychodzi w tym układzie ostatecznie na wstęp, przygotowanie czytelnika na ostateczne.

Sytuacja nie wygląda ciekawie. Karou i Akiva postanawiają zawrzeć sojusz. Przymierze aniołów i potworów. Czy to ma jakieś szanse? Każde nieuważne poczynanie mogłoby doprowadzić do jego zerwania. Teraz, kiedy sprawy przybrały poważny obrót, nikt nie może się wycofać. A i karą za przegraną nie będzie szlaban na telewizję czy wieczorne wyjścia, a śmierć tysięcy niewinnych, złoczyńcy wiedzą najlepiej jakie kary i tortury planują. Patrząc na początek historii Karou i Akivy, dwójki zakochanych z odmiennych światów, u których uczucie było na pierwszym miejscu, nikt chyba w najśmielszych snach nie przypuszczał, że do tego doprowadzą, że tak będzie wyglądać ich przyszłe życie, jak dojrzali się staną. A jednak. Stawką nie jest tylko ich życie,  w grę wchodzą miliony istnień ludzkich. Jael (i Serafinowie, którym przewodzi) zaczyna udawać porządnego anioła. Przekonuje do tego nawet samego papieża. Teraz ”potwory” będą ratować niewinnych.

Za twórczość Laini Taylor wzięłam jakiś czas po premierze drugiego tomu, jednak minęło tyle czasu, że musiałam sobie pierwsze dwie części odświeżyć. I powrócił do mnie zachwyt charakterystycznym dla Laini poczuciem humoru, kreacjami fantastycznymi, czymś odmiennym, co wprowadziła do young adult. Ale przypomniałam też sobie, że choć jej powieści są interesujące i całkiem dobrze napisane, to brakuje elementu, który by całkowicie porwał czytelnika, pozwolił odpłynąć.

Czytając Sny bogów i potworów nie dało się nie zauważyć, że Laini zaczęła już chyba tracić pomysły. Mniej było akcji, kiedy naprawdę była ona potrzebna, a pojawiły się postacie, bez których spokojnie można by było kontynuować historię. Gdy już pojawił się ”ten wielki moment”, zwieńczenie historii, to tak jakby go nie było. Zawiodłam się, bo był widocznie naciągany. Ale nie powiem, żeby dało się przejść obok tej trylogii obojętnie. To świetna historia, opowiadająca o tym, że nie warto sądzić po pozorach, że ”potwór” niekoniecznie oznacza ”zły”. Mimo wad powieść nie jest zbitkiem sytuacji, nie mających ze sobą za dużo wspólnego, wszystko układa się w spójną całość, fabuła jest bardziej sensowna niż w niejednej młodzieżówce. Na plus wyszli też ostatecznie bohaterowie, którzy, fakt, zmienili się, ale stali się bardziej dojrzali, odpowiedzialni i pewni swoich przekonań. Nie, kije na główną bohaterkę nie będą potrzebne. Klimat, jaki tworzy w swojej prozie Laini Taylor, jest nie do podrobienia. Nie jest to pozycja idealna, ale jak najbardziej warta uwagi. Lekki styl autorki nie utrudnia czytania, a wręcz przeciwnie, zjednuje wielu czytelników.

Może nie było to powalające zakończenie. Z pewnością jednak podtrzymało poziom. Jeśli więc ktoś się obawia, że w ostateczności trylogia to równia pochyła, to nie ma się o co martwić. Już Laini Taylor o to zadbała.

7/10

Za książki dziękuję portalowi Gildia :) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz