12/11/2015

Pojedynek



Tytuł: „Pojedynek
Autor: Marie Rutkoski
Wydawca: Feeria
Data premiery: 18.11.2015
Ilość stron: 379


Biorąc pod uwagę, że opętało mnie okropne choróbsko i ledwie żyję powinnam chyba przełożyć tę recenzję na jutro. Ale to jest jedna z tych opinii, która nie może czekać. Mam nadzieję, że i Ty poświęcisz więc kilka minut na jej przeczytanie. Bo ta pozycja jest absolutnie warta uwagi.

Pojedynek to jedna z książek, których polskiego wydania wyczekiwałam z niecierpliwością. Udało mi się nawet powstrzymać od czytania szczegółowych opisów czy emocjonujących recenzji po brzegi nabuzowanych spoilerami. Nawet gdy już otrzymałam książkę nie zaglądałam na ślepo do przodu, by zobaczyć jak się sprawy potoczą. Chciałam przeczytać wszystko po kolei, właściwie. I choć trochę minęło od dnia, w którym listonosz przyniósł mi paczkę z Pojedynkiem w środku, do zeszłego weekendu, kiedy to zaczęłam książkę czytać, to nie żałuję, że nie zagłębiłam się w powieść od razu. Bo dzięki temu mogłam się w niej zatracić później, później ją odłożyć na półkę. A samo czytanie nie trwało długo.
Tyle tu wspaniałości, że aż nie wiem od czego zacząć...

Eckhm!, kilkanaście lat temu, jeszcze za życia naszych nastoletnich bohaterów, Valoria podbiła Herran. Nieokiełznane, brutalne ludy stłamsiły kraj o pięknej kulturze, zamiłowaniu do muzyki, opowieści. Valorianczycy poniżyli Herrańczyków, robiąc z nich niewolników, traktując gorzej niż karaluchy. Bo mogli, bo byli silni. Ale niespodziewanie wszystko może ulec zmianie. Kestrel, córka jednej z najbardziej szanowanych w Valorii osób, generała Trajana, po spontanicznej wyprawie z przyjaciółką do miasta trafia na licytację niewolników. Zaskakując samą siebie dołącza do licytacji, podbija stawkę i za niewyobrażalną sumę kupuje młodego Kowala. Jak to się dla niej skończy? Cóż, można polemizować...

Ponoć to wszystko już było. Intrygi, kłamstwa, suknie. Tak, zgodzę się. Ale nikt nie zaserwował czytelnikom tego tak pięknie, jak Marie Rutkoski. Jak już zaczęłam czytać, tak przerywałam tylko w sytuacjach koniecznych. I jak już niemiłosiernie bolały mnie plecy, do czego przyczyniło się choróbsko. A jak zdarzyły się dnie, że więcej spałam jak było jasno na dworze, to czytałam nocą przy lampce. I nie czułam się ani trochę zmęczona. Ta książka mnie najzwyczajniej w świecie napawała energią. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak szybko płynął mi czas podczas lektury. Jakby piasek przesypywał mi się przez palce w zatrważającym tempie. Co ja bym dała, żeby jeszcze raz móc przeczytać ją po raz pierwszy... Wiem, że to jedna z tych książek, do których niejednokrotnie będę wracać. Zatrzymując się nawet na samych bohaterach, z początku myślałam, że nadejdzie chwila, gdy ktoś podejmie jakąś decyzję, która osłabi moją sympatię do niego, ale nie, chociaż nie była to ckliwa bajeczka, to jednak każdy moment umacniał charaktery. I, kurczę, uwielbiam tu i głównych i drugoplanowych bohaterów. 

Historia opisanych krain nie jest przytłaczająca, wpleciona między rozdziały subtelnie, jednocześnie jest jej wystarczająco, by zadowolić czytelnika, jak i wzmóc ciekawość. Każdy moment w książce przeżywałam z głośnym biciem serca. To nie jest jakaś przesłodzona bajeczka z happy endem, żadne irytujące Rywalki. To świetnie nakreślona rzeczywistość, królestwa, wojny, skierowana do młodzieży. Bardzo mi się podobała i nie mogę się doczekać kolejnych tomów. 

Jestem dumna z Marie, że tak dobrze wykorzystała swój talent, zaskakiwała czytelników, podbudowywała, szalała emocjami, nie zawsze pozytywnymi. Działo się, oj działo, nie było kiedy odetchnąć dłuższą chwilę, bo jak już udało się wziąć oddech, to nadchodziła kolejna lawina. Pojedynek jest jak wulkan. Nie wiadomo kiedy nastąpi wybuch, a gdy już do niego dojdzie pociąga za sobą setki. To lawina, z którą jest się w stanie zaprzyjaźnić. Osobiście podłożyłabym się jeszcze nim najdrobniejsze dźwięki zaczęłyby się wydobywać z wulkanu. Jestem zachwycona i chcę więcej! Kestrel, Arina, Ronana, Jess. Wszystkich martwych i żywych. 

Nie mogę nie wspomnieć o cudnej szacie graficznej. I nie mam tu tylko na myśli okładki. W środku kilka pierwszych stron i kilka ostatnich jest w odwrotnych kolorach, strony czarne, napisy białe. I to jeszcze część jest poziomo, plus numery rozdziałów. Fantastycznie to wygląda. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie powiedziała jeszcze o mapie świata Kestrel wewnątrz. Uwielbiam takie rzeczy, jakoś pozwala to lepiej sobie wyobrazić wykreowaną rzeczywistość, oddaje klimat. Książkę polecam każdemu, nawet jeśli na co dzień stroni od młodzieżówek. Powiedziałabym, że to taka cwana Gra o tron dla nastolatków, ale że ją uważam za książkę mniej niż średnią, to się wstrzymam. Lubisz serial Reign? Cóż, to podobne klimaty, choć mamy tu fantastyczne kraje i nie ma tylu scen miłosnych.

A właśnie. Spotkałam się z opiniami, że można by było więcej uwagi poświęcić wątkowi miłosnemu, żeby było tego więcej. Jak dla mnie, było idealnie, chociaż wiadomo, nie pogardziłabym dodatkowymi scenami. Jednak odczuwam, że to nie to jest głównym zagadnieniem serii, że autorka nie chciała się skupiać wyłącznie na miłości. Kocham tę książkę, po prostu uwielbiam. Każdemu polecam przeczytać niezwłocznie. Ooooj, święta idą, masz wymówkę, żeby zrobić sobie prezent!

10/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu :)


Książka dostępna na Empik.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz