11/22/2015

Zaczekaj na mnie



Tytuł: „Zaczekaj na mnie
Autor: J.Lynn (Jennifer L. Armentrout)
Wydawca: Amber
Data premiery: 04.03.2014
Ilość stron: 382



Znalezienie cudownej lektury , która nie będzie marnotrawstwem czasu to świetna sprawa. Zresztą to każdy zna z autopsji. Kiedy czujesz, jakby autor znał cię na wylot, gdy nawet krótkie słowo zdaje się być stworzone właśnie po to, by pojawić się w książce, gdy zastanawiasz się, skąd na miliony booków ten autor zna przepis na idealną książkę?! Jakby każdy pojedynczy wyraz miał swoje miejsce zapisane gdzieś tam w górze. I czy to w ogóle możliwe, czy po prostu, no nie wiem, śnisz, jesteś zmęczony, czy ktoś ci czegoś nie dosypał czasem do szklanki. Ciężko się później po czymś takim otrząsnąć, ale jak już kac książkowy mija, lubię zrobić pewną rzecz. Sprawdzić autora. Z natury jestem raczej nieufna, poza tym, to niemożliwe, żeby książka nie zawierała wad (choć uznaję wyjątki). W takiej sytuacji czytam coś innego tego samego pisarza, najlepiej jeszcze inny gatunek. I tak w przypadku J.Lynn, czy też może szerzej znanej jako Jennifer L. Armentrout postanowiłam przeprowadzić taki test. Z autorką zapoznałam się dzięki książce Opal, którą absolutnie pokochałam. Czułam jakby Jen balansowała na niebezpiecznej granicy pomiędzy dwoma pomyłkami. Niewiele brakowało, by książkę bardzo, bardzo pogrążyć, ale jej udało się znaleźć złoty środek i napisała serię Lux najlepiej, jak tylko się dało.

Choć o Zaczekaj na mnie moich uszu dochodziły same ponadprzeciętnie pochlebne opinie, to sama byłam sceptycznie nastawiona. Pomyślałam, że mimo iż Opal wyszedł autorce tak genialnie, to rozmizianym romansidłem mnie dobije i nabiorę do niej dystansu. Bo jeśli o New Adult chodzi, wszystkie obyczajówki, romanse, historie o "nieszczęśliwych i skrzywdzonych przez życie", to zazwyczaj po kilkunastu stronach mam po dziurki w nosie bohaterów, ciągłego jęczenia, narzekania na życie, sztucznych dialogów przyprawiających o wymioty i jeszcze bardziej żałosnego, żenującego i w ogóle fu, okropnego wzdychania do siebie. J. Lynn? Panie i Panowie, powitajcie autorkę, która zburzyła wszystkie mury. Takie NA mogę czytać, tak powinno się NA pisać, to powinni dostawać czytelnicy, a nie rozmemłane kluchy!

Ach, kobieto, co Ty ze mną wyprawiasz swoimi książkami...

Akcja toczy się po wyjeździe głównej bohaterki, Avery, do college'u. (Ooooo, nie narzekać mi tu na oklepany temat, akurat kto jak kto, ale J. Lynn takiego wyboru nie marnuje, potrafi to wykorzystać.) Kilka lat temu doszło do tragicznego w skutki wydarzenia. Avery ma nadzieję, że nowy etap w życiu pozwoli jej odciąć się od piętna. I wydaje się, że wszystko idzie po jej myśli. Nie ma kontaktu z ludźmi z dawnego życia, zdobyła przyjaciół. Ale nie mogła się spodziewać, że spotka też kogoś, przy kim konieczne będzie spojrzenie wstecz. A tego jak najmocniej chce uniknąć.

Ani trochę nie winię nikogo, jeśli po tym akapicie się skrzywił. Sama pewnie bym tak zrobiła (plus trochę dodała od siebie nie całkiem miłego). Rzecz w tym, że J. Lynn napisała tę książkę tak świetnie, że nawet mnie przekonała, osobę, która od takich lektur ucieka. Perfekcyjna w każdym gatunku literackim, takie osoby powinny widnieć na listach bestellerowych autorów.

I w tym momencie nie wiem, co napisać. Nie, nie dlatego, że nie mam co. Po prostu przed chwilą znów zaczęłam ją czytać, leży obok mnie, co mogłam poradzić? I tak wyrwała mnie z rytmu. Hyc na najwyższą półkę! 

Dobra, dobra. Jak widać, kolejny dowód. Wciąga niesamowicie. Jak już zaczęłam czytać, tak musiałam skończyć. Książka - pułapka. Być może miejsce akcji, zmory Avery powtarzają się w literaturze wielokrotnie, ale wykonanie - nie. Cud, miód? Nie, Cameron i ciasteczka.

Coś w twórczości J. Lynn sprawia, że jest nie do podrobienia. Jestem w potężnym szoku. Fantastycznie wykreowani bohaterowie - można bez płytkich dialogów i ich autorów, bez sztuczności i rzeczy, na widok których przewraca się oczami, myśląc "co do cholery?" - można.

Zarówno główni, jak i drugoplanowi bohaterowie zdali egzamin. Avery - dziewczyna z przeszłością, ale silna, choć sama o tym nie wie, żadna irytująca i jęcząca dziołcha. Cameron - e-e, nie jest typem ani paszczaka, przy którym ręce aż świerzbią, żeby przywalić, ani jaskiniowca. To po prostu Cameron. Takiego świetnego gościa trzeba poznać osobiście. Matka Avery? Pierwszorzędna suka (przepraszam, inaczej się nie dało). Nie rozumiem, co za rodzic może być tak okrutny dla własnego dziecka, i to jeszcze robić mu wyrzuty, gdy najbardziej ucierpiało. Amoralna, ale wykreowana niezwykle realistycznie. 

Oprócz kilku godzin na minusie książka daje czytelnikowi coś innego. Pokazuje, że nie wolno być obojętnym na cierpienia, na zbrodnie. Nie wolno tego tolerować. 

Do książki zachęcam wszystkich, nawet przeciwników NA. Bo jest ona tak przepiękna i wyjątkowa, że nie mam pojęcia, jak komuś może się nie spodobać. Warto po nią sięgnąć, zwłaszcza teraz, kiedy nadchodzi zima, a najlepiej czyta się pod kocykiem z kubkiem gorącej kawy. 

9/10


Za książkę dziękuję Bonito.pl! :)
Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz