11/29/2015

Szczygieł



Tytuł: „Szczygieł
Autor: Donna Tartt
Wydawca: Znak
Data premiery: 06.05.2015
Ilość stron: 839

W końcu zaczęłam realizować swoje postanowienie, by czytać także klasyki, książki, które zdobywają uznanie, nagrody na całym świecie, fenomeny literackie, nie tyle, co na próbę, ale w ogóle by jakoś po części ukierunkować się na może bardziej wymagającą lekturę. Z pewnością nie przestawię się na tego typu pozycje na stałe, a przynajmniej jeszcze nie. Sporo mi brakuje do prawdziwej dojrzałości emocjonalnej, jestem jeszcze nieletnia, co ja mogę powiedzieć o prawdziwym życiu? Ale już teraz staram się stopniowo odkrywać nowe rzeczy. Tak trafił do mnie Szczygieł, którym cały świat jeszcze nie tak dawno się zachwycał. Przyznam szczerze, że bałam się tej lektury. Raz, bo, jak już wspomniałam, to coś nowego, a dwa - zazwyczaj czytam książki, które mają 300-400 stron, a tu ponad dwa razy tyle. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


Inaczej, niż przy jakiejkolwiek książce, z jaką miałam do czynienia do tej pory. Jestem tak skonfundowana, że ciężko mi wydukać sensowne zdanie. Przede wszystkim, o czym jest Szczygieł? Teoretycznie jest to opowieść o Theo, któremu cudem udało się wyjść żywo z wybuchu. Nie będąc do końca poczytalnym zabiera ze zniszczonego muzeum obraz. Obraz, który stanie się dla niego wybawieniem i klątwą. Który pod pozorem ulgi, szczęścia, zadowolenia skrywać będzie mrok i tragedię. Nie chcę zdradzać więcej faktów, bo przy tak potężnej wizualnie książce odkrywanie coraz to kolejnych rzeczy jest dość osobliwe i myślę, że czytelnik na własne oczy powinien się delektować twórczością Donny Tartt.

Widząc tę powieść niemal w każdym "czytelnicznym" domu, zarówno w Polsce, jak i za granicą, musiałam sama sprawdzić, co jest w niej takiego wyjątkowego. Przekonałam się już, że są książki całkowicie nie moje gatunkowo, a jednak czarujące. Po cichu liczyłam, że i tak będzie ze Szczygłem. I jak na mnogość możliwych reakcji na powieść, całkiem się jej ze mną poszczęściło.

Zdecydowanie nie jest to książka dla wszystkich. Szczygieł wymaga uwagi, głębokiej analizy. To powieść, której czytanie najlepiej rozciągnąć w czasie. Rozdziałów jest w niej niewiele, ale za to są one bardzo długie. Wydaje mi się, że po każdym z nich warto zrobić sobie przerwę od książki, przemyśleć to, o czym się czytało i dać temu dojść do głosu. 

Jak na tak opasłe tomisko poradziłam sobie całkiem przyzwoicie. 450-500 stron to już moja granica, ale jeśli powieść jest interesująca, to nie patrzy się na strony. I choć tutaj właściwie nie mogłam się doczekać aż skończę, to jednak było coś, co mnie do Szczygła ciągnęło. Coś, czego nie można opisać słowami.

Momentami drażniło mnie rozwlekanie akcji, nie jestem typem osoby, która może czekać w nieskończoność. Ale widziałam, że Donna chce uchwycić coś w międzyczasie. Cóż, na pewno nie można autorce zarzucić, że wydając książkę nie była jej pewna, że miała wątpliwości. Pisząc coś latami, żyjąc z historią, którą się tworzy, odnajduje się pewność. I wierzę, że Donna Tartt dokładnie zrobiła to, co zamierzała zrobić. Że przekazała czytelnikom to, co chciała. Ostatnimi czasy nawet w najbanalniejszych książkach, filmach szukam ukrytych motywów, które mogą zmienić opinię niektórych osób. Przykładam większą uwagę to głębszej warstwy powieści. W tym wypadku mamy do czynienia ze stratą, obsesją, bezsilnością i o wszelkich uczuciach, które towarzyszą zagubionemu człowiekowi. 

Jak mogłabym nie wspomnieć jeszcze o cudownej oprawie graficznej? Pod obwolutą kryje się istna magia, gratulacje za twórcy pomysłu. Jestem pod wrażeniem książki, jeśli ktoś szuka czegoś potężnego (i nie mówię tylko o objętości), to polecam.

7/10


Za książkę dziękuję księgarni Matras :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz