10/11/2015

Wybrana o zmroku



Tytuł: „Wybrana o zmroku
Autor: C.C.Hunter
Wydawca: Feeria
Data premiery: 27.08.2015
Ilość stron: 428


I kolejna już seria idzie w odstawkę. Mimo słabszych momentów, mimo jakichś niedociągnięć, to były też te wywołujące na twarzy wielki uśmiech, wspaniałe momenty. Te, dla których warto było czekać, które pozostawiały taki niedosyt w czytelniku, że w głowie pojawiały się szaleńcze myśli. Może nie jest to kultowa seria, na której podstawie nakręci się film, który okaże się hitem dekady i porwie za sobą miliony. Może nie jest jakoś szczególnie popularna. Ale mimo tego, że jej autorka nie nazywa się Collins ani Roth, nie ma większego cliffhangera, ani czegoś co kompletnie mnie dobiło, to Wodospady Cienia wspominać będę z uśmiechem na twarzy. To jedna z tych lepszych średnich serii, która, choć nie do końca przypada do gustu, to jednak pozostawia ciepłe uczucia. Czuję do niej sentyment i jestem naprawdę bardzo wdzięczna autorce, że zdecydowała się na napisanie jej.

To nie początek Kylie problemów, ale na pewno też nie ich koniec. Wręcz przeciwnie, sprawy przybierają poważniejszy powrót, zagrożenie staje się coraz bardziej realne, wszystko nabiera tempa, decyzje podejmowane przez bohaterów mają większe znaczenie, wreszcie pociąg C.C.Hunter nabrał należytej prędkości. Kylie decyduje się wrócić do obozu, do Wodospadów Cienia. Czy to będzie jej najlepsza decyzja w życiu, czy najgorsza? To się okaże. Zwracając uwagę na bezpieczeństwo Kylie oddaliła się na pewien czas od swoich przyjaciół, musiała się wręcz odizolować od bliskich. Jednak kiedy dziewczyna wraca do obozu powracają dawne uczucia, Kylie ma wrażenie jakby co najmniej rok się nie widzieli. Ale oprócz przyjaciół, napotyka się też na kogoś, kto ją perfidnie zranił, okłamał, Ktoś, do kogo mimo wszystkiego, co jej zrobił, wciąż coś czuje.

Brzmi harlequinowato? Tak, wiem, ale idzie się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, jeśli jest się już przy piątym tomie. Mimo nuty infantylności, której obecności niestety pominąć nie mogę w recenzji, to, o dziwo, jakoś pobłażliwe się traktuje ten przypadek. Może dlatego, że Kylie jednak nie należy do tych najbardziej irytujących bohaterek a'la Bella-No-Kogo-Ja-Mam-Wybrać. Niezaprzeczalnie plusem jest też fakt, że w Wodospadach Cienia jest masa innych wątków, które, mam wrażenie, inni autorzy młodzieżowych serii pomijają, czyli olewanie bohaterów drugoplanowych, czy tych całkiem mało istotnych. Szczerze dopingowałam Mirandzie, przyjaciółce Kylie i uroczemu zmiennokształtnemu, Perry'emu, czy relacji całkiem młodych dorosłych, tj. Holiday i Burnett, zawsze fajnie się czyta co się dzieje u kogoś innego niż główny bohater.

W książce nie wieje nudą, autorka umiejętnie poprowadziła akcję, widać, że wyciągnęła jakieś wnioski z poprzednich części (a takie ponowne popełnianie tych samych błędów przez pisarzy naprawdę daje się we znaki, dlatego cieszę się, że Hunter pracuje nad sobą). Cieszę się, że nie przekoloryzowała też zbytnio językowo, wiecie o co mi chodzi? Czasami dorosły autor próbuje udowodnić jaki to on nie jest cool, spoko, w dechę, slangując, psując przy tym okropnie książkę. Nie jeden pisarz mnie od siebie takim czymś odrzucił, choć bywało, że książka całkiem fajnie się zapowiadała. 

Jedna z lepszych części tej serii, a przede wszystkim - przyzwoite jej zakończenie. Ileż to już razy całkowicie ostatnie części mnie zawiodły (a mówi się, że to te środkowe tomy są najgorsze). Nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. A C.C.Hunter skończyła na poziomie. Żal mi się żegnać z serią, ta recenzja jakby to przypieczętowuje. To jak pożegnanie się ze starym przyjacielem, którego zobaczyło się po latach. Ma swoje wady, denerwuje nas czasami, ale w gruncie rzeczy poprawia nam humor, czyni rzeczywistość cieplejszą. Nie obiecam nie wiadomo jakich wrażeń z Wodospadami Cienia. Nie każdemu się spodoba. Ale jak już znajdzie swoich fanów, to obdarzy ich niezwykłą gamą emocji.

8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu :)


recenzje poprzednich tomów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz