10/26/2015

Drones



Tytuł: „Drones” 
Wykonawca: Muse
Data premiery: 08.06.2015 
Dystrybutor: Warner Music Poland


Do tej pory zespół Muse kojarzyłam jedynie z nazwy. Może umknęła mi kiedyś ich piosenka... Ale jakoś nie miałam okazji, by im się dokładnie przysłuchać, aż do teraz. 

Jak już część z Was pewnie wie z mojego ciągłego narzekania na dzisiejszą muzykę, gustuję głównie w latach 70. Rzadko sięgam po coś nowego (a przynajmniej nowszego w porównaniu do ww czasów). Jeśli już to robię, to albo gdzieś usłyszałam utwór wyjątkowo wpadający w mój gust, albo ciekawość nie pozwoliła mi postąpić inaczej.

Pierwsze skojarzenie z Muse? Stephenie Meyer. Nie bijcie! A dlaczego? Zazwyczaj czytam w książkach wszystkie podziękowania, dopiski, a pamiętam, że ta od Zmierzchu wspomniała kiedyś o Muse (tak, czytałam, bo dostałam 3 tom, a to były czasy, kiedy musiałam dokładnie przeczytać każdą książkę jaką dostałam, taka nerwica natręctw). Jakiś czas temu o zespole przypomnieli mi znajomi, a we wrześniu dostałam propozycję, żeby zrecenzować najnowszą płytę. Zespół rockowy, a że byłam ciekawa, to z chęcią sięgnęłam. 

To pierwsze moje spotkanie z zespołem, i przyznam się, że całkiem udane. Kawałki z krążka wpadają w ucho, aż nie ma się pojęcia, że kiwa się do rytmu piosenek, dopóki ktoś nie zwróci ci na to uwagi. Szczególnie spodobały mi się The Handler, Revolt, Psycho. To takie żywsze piosenki, cięższe brzmienia. Moją uwagę zwróciły, bo znacznie bliżej im niż pozostałym do tych piosenek, których słucham na co dzień. 

Nie spodziewałam się po płycie za wiele, bo jakoś odnoszę wrażenie, że teraz wszystkie piosenki są do siebie podobne, popkultura coraz bardziej ujednolica muzykę. Ale może to tylko moje odczucia. Drones to emocjonujący krążek, ale jednak wciąż brakuje mi jednak serca w tym wszystkim (jeśli wiecie, co mam na myśli). To taki XXI-wieczny rock. Nie zabrakło mi tchu z zachwytu, ale też nie wyłączyłam piosenek w środku ich trwania.

Myślę, że do samochodu ta muzyka się sprawdzi (chodź i tak pewnie rzadko kiedy Kansas będzie ustępować miejsca, o ile w ogóle), ale jako tło. Bo drzeć się na cały głos nie będę, tak, że ludzie w promieniu pięciu kilometrów będą się odwracać ze zdziwieniem. To nie taki zespół. Nie taki, który mnie porwał. 

Od czasu do czasu będę przesłuchiwać krążek, ale nie tak jak z moimi osobistymi mistrzami, którzy nigdy mi się nie znudzą, nawet jeśli teksty będę znać wspak. Aż ciężko mi oceniać płytę, nie mogę nawet porównać jej do poprzednich, bo się z nimi nie zapoznałam. Płyta jako płyta? Fajna. Ale nie mogę powiedzieć o niej nic więcej. Dla mnie trochę za mało rocka, a za dużo tego "jednolitego brzmienia". Tylko część piosenek udało mi się dobrze zapamiętać, bywa, że pozostałe mi się zlewają. 

Może Drones trafiło na złą osobę? Kto wie? Jeśli jesteście fanami Muse i wiecie skądś, że ta płyta jest w miarę podobna do pozostałych, jeśli o poziom chodzi, to polecam. Polecam też ciekawskim. Ale czy stanie się coś szczególnego? Nie sądzę, by każdego porwało.

5,5/10

Płyta dostępna na empik.com

Sklep internetowy empik.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz