9/18/2015

Zadbam o to, żeby cię nie stracić



Tytuł: „Zadbam o to, żeby cię nie stracić
Autor: Diego Galdino
Wydawca: Rebis
Data premiery: 02.06.2015
Ilość stron: 272


Wakacje utożsamia się z gorącym latem, odpoczynkiem od pracy, nauki, z tygodniami luzu. Bezstresowe życie. Dzień za dniem upływa z uśmiechem na twarzy, ze świadomością, że nic nikogo nie goni. Na lato, choć niektórym może się to wydać absurdalne, można też wyodrębnić pewne książki. Wiadomo, że gdy ktoś jedzie wypocząć, to nie zabiera ze sobą dziesięciokilogramowej encyklopedii (choć zdarzają się i tacy), tylko coś lżejszego. Coś, co zajmie jedno, dwa popołudnia, zaciekawi, wciągnie, poruszy, a równocześnie nie będzie wymagało zbędnego rozmyślenia o skutkach działania zabójczymi substancjami na komórki organizmów żyjących na ziemi dwa miliony lat temu, czy będzie traktowało o innych naukowych teoriach. 

Obyczajówki, a także popularne ostatnio książki z gatunku new adult zdają się idealnie wpasowywać w letni klimat. A co dopiero Zadbam o to, żeby cię nie stracić, której akcja toczy się w gorących Włoszech! 
Lucia wyjeżdża z rodzinnej Siculiany. Można powiedzieć, że się z niej wręcz wyrywa. Bo choć samo miasteczko kocha z całego serca (a szczególnie coroczne „desanty” żółwi, które podziwia razem z babcią Martą i setkami przyjezdnych), to rodzina w znacznym stopniu uprzykrza jej życie. Ani jej rodzice, ani Rosario, jej chłopak, nie uważają wyjazdu Lucii za dobry pomysł. Ale dla młodej kobiety jest to szansa na spełnianie swoich marzeń. Trzy miesiące stażu w jednym z bardziej prestiżowych rzymskich dzienników wiele znaczą dla Lucii, zamierza jak najlepiej wykorzystać daną szansę. Lucia szybko zadomawia się w Rzymie, gdzie mieszkanie udostępnia na czas swojej nieobecności jej ciotka. W pracy znajduje przyjaciół, a szef bardzo chwali jej artykuły. Jest jeszcze jeden plus, Clark Kent, amerykański dziennikarz. A fakt, że oboje pracują w dziale kulturalnym, pozwoli im na bliższe poznanie się.

Począwszy od zbyt wielu sytuacji ułatwiających bohaterom „dotarcie do siebie”, skończywszy na przewidywalnym zakończeniu, nie jest to tak dobra książka, jak można by  się spodziewać. Oprócz niepochlebnych opinii rodziców i partnera Lucia nie napotykana wiele utrudnień. Bez problemu znajduje mieszkanie – jej ciotki akurat przez te miesiące nie będzie na miejscu; ba, krewna, dzięki której Lucia ma dach nad głową, jest także dobrą znajomą jej szefa. A kiedy w końcu poznaje Clarka, przebywającego dotychczas „w terenie”, co chwilę zdarza się im spotykać, nawet przy najbardziej banalnej okazji. 

Przez takie drobne aspekty książka sprawia wrażenie nierealnej, zbyt wyidealizowanej. Dodatkowo opis książki, może nie tyle ten z okładki, co znajdujący się  m.in. na stronach księgarń internetowych, zdradza wszystko. O dużo za dużo. Dlaczego Lucia wyjeżdża, co się wydarzy w Rzymie, że będzie miała wypadek, w wyniku którego zapomni o całym pobycie w Rzymie… A zaznaczyć trzeba, że wypadek zdarza się blisko końca lektury. Brakuje tylko dopisania do opisu ostatniej decyzji podjętej przez bohaterkę.

Zamiast lekkiej, aczkolwiek emocjonującej książki, Diego Galdino serwuje czytelnikom nudną, przesłodzoną historyjkę. Może fakt, że wszystkiego można się dowiedzieć z opisu tak psuje lekturę, ale bez dwóch zdań byłaby ona przyjemniejsza, gdyby zawierała więcej tajemnic, problemów i gdyby bohaterowie byli wykreowani tak, że bez trudu dałoby się wyobrazić, że naprawdę istnieją.

Diego Galdino w sposób interesujący wprowadza czytelników w świat Lucii, do stylu autora ciężko się przyczepić. Ale czasami, czytając reakcje bohaterów, można pomyśleć, iż jest to bardziej tani harlequin niż obyczajówka na poziomie. Plus jednak dla autora, że nie ciągnął akcji przez dobre 400 stron, a zakończył przed trzecią setką.

5/10

Za książkę dziękuję portalowi Gildia :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz