9/14/2015

Wyspa potępionych



Tytuł: „Wyspa potępionych
Autor: Melissa de la Cruz
Wydawca: Egmont
Data premiery: 26.08.2015
Ilość stron: 317


Wiecie jaki jest mój "problem"? To, że zawsze, ZAWSZE obstawiam za "czarnymi charakterami". Nie kupuję tego całego nadawania etykietek, z góry zakładania, że ten bohater ma być zły, a ten święty i kochany przez wszystkich. W gruncie rzeczy mamy poszkodowanego, gnębionego przez wszystkich, postrzeganego jako czarną owcę, złoczyńcę 10 stopnia. Bez trudzenia się jakąkolwiek analizą, refleksją nad postępowaniem bohatera. Nic. Bo po co? Przecież on jest zły... A w rzeczywistości ma się przed oczami prawdziwy skarb, niewykorzystaną masę potencjału. Właśnie fakt, że to "złoczyńcy" grają w tej książce pierwsze skrzypce skłoniło mnie do jej przeczytania.

Entuzjastką ingerowania w Disney'a za czasów mojego dzieciństwa nie jestem. Przerabianie kultowych bajek w słabe filmy czy denne filmiki, bajki z zupełnie obcą grafiką... Temu mówię nie (choć w przypadku nadchodzącej Pięknej i Bestii z Emmą Watson liczę na cudo). Ciągnięcie historii też jakoś mnie nie przekonuje. Ale ta jedna historia mną zawładnęła. 

Trochę mnie zawiódł fakt, że akcja nie obraca się wokół samych złoczyńców, ale ich dzieci, ale jak to mówią, trzeba brać co dają. I tak książki skupiające się na tej złej stronie to rzadkość. 

Centrum stanowi czwórka dzieciaków: Mal, córka Maleficent (pol. Diaboliny), złej wiedźmy (której oczywiście nie zaproszono na chrzest) od Śpiącej Królewny, Evie, córka Złej Królowej, która próbowała otruć Śnieżkę (może chciała ulżyć jej w cierpieniu psychicznym? Śnieżka [pierwotnie] była przecież małą dziewczynką gwałconą przez krasnoludki), Carlos, stroniący od psów, a jakże!, syn Cruelli de Mon, oraz Jay, syn Jafara (tudzież odwołanie do Alladyna). W przekonaniu, że są źli utwierdzają ich nie tylko rodzice, ale i środowisko, wszyscy ci, którzy żyją poza wyspą, na którą skazani są potępieni. Ale to nie nasze pochodzenie decyduje, czy jesteśmy źli, czy dobrzy. To wybór indywidualny i nasza czwórka także się o tym przekona.

Czy mi się podobało? Słyszałam od znajomych, że autorka napisała m.in. Błękitnokrwistych. Sporo w tych słowach było niezadowolenia, rozczarowania, znudzenia. O samym zamyśle napisania książki usłyszałam dobre miesiące temu. Mimo średnich opinii na temat warsztatu autorki postanowiłam zapoznać się z pozycją. Czarne charaktery potrafią być takie przekonujące...!

Wyspa potępionych to przeciętnej objętości lektura dla młodszej młodzieży. Od razu odpowiem, nie, nie jest to książka, na podstawie której powstał film, który niedawno pojawił się na Disney Channel. Pozycja ta opisuje losy bohaterów przed zdarzeniami, z którymi spotykamy się w filmie. Jakby prequel. Czyli jeśli planowaliście i przeczytać książkę i pooglądać film, to radzę najpierw zapoznać się z książką, bo choć do filmu można podejść wcześniej, to pewne sprawy wynikają z książki i można sobie niepotrzebnie zaspojlerować.

Oprócz tego, że książka ma wyjątkową szatę graficzną, to jeszcze dotarła do mnie w sposób absolutnie wyjątkowy. No to teraz inne wydawnictwa mają wysoko zawieszoną poprzeczkę!

W Wyspie potępionych było według mnie za mało brutalności, jak na złoczyńców, za dużo cukiereczkowania. Ale to współczesny Disney, już nie to, co kiedyś. Poza tym, jak już powiedziałam, jest do książka dla młodszych czytelników. Dla tych mniej wymagających, nieżądających ciągłego mordu i ucinania palców. Wyspa potępionych to istne zanurzenie się w świat baśni, utartych schematów, ale i sentymentalizmu. To interesująca pozycja na oderwanie się od myślenia o narastającej liczbie podręczników i testów. Dobra na oderwanie się od rzeczywistości.



6,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Egmont :)

Egmont

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz