9/16/2015

Wielki Błękit



Tytuł: „Wielki Błękit”
Autor: Jennifer Donnelly
Wydawca: Zielona Sowa
Data premiery: 06.05.2015
Ilość stron: 352

Krasnoludy, elfy, Inni, Reptilianie, upadłe anioły, zmutowani ludzie, maszyny z ludzką duszą, srebrnokrwiści… Czego to jeszcze nie wymyślono? Świat fantastyki bogaty jest w niespotykane stworzenia, od najbardziej przerażających, pokręconych, okrutnych, po dziwne, niezwykłe, z pozoru nieszkodliwe. W coraz to nowszych książkach pojawiają się postacie z legend, wilkołaki, wampiry, kreatury, które związek mają z taką czy inną kulturą. Ale jednocześnie autorzy częściej tworzą unikalne rasy, na potrzeby swoich własnych serii. Jennifer Donnelly może i pozostała przy "klasykach” – w powieść wplątała syreny – jednakże zrobiła to z takim oddaniem, wkładając w Wielki Błękit tak dużą cząstkę siebie, że popełniła zaskakująco dobrą i dopracowaną książkę.

Był wielki zryw na wampiry. Co prawda parę lat temu, ale takie rzeczy zapadają w pamięć – zwłaszcza, jeśli ich motyw powielany był w co drugiej pozycji. Było też sporo fantastyki młodzieżowej o aniołach, wilkołakach, dzieciakach obdarzonych specyficznymi zdolnościami. Aczkolwiek, jeśli książka była wprost idealną lektura na dany moment, to pozostawał niesmak, że autor nie pokusił się o inne stworzenia. Jennifer Donnelly sprytnie sięgnęła po coś jednocześnie znanego i odległego. Czy jest ktoś, kto nie słyszał legend, mitów o syrenach? O ich pozornej delikatności, wdzięku, podczas gdy wewnątrz skrywały się prawdziwe potwory? Kto nie słyszał o Małej syrence Disney’a, kto nie oglądał choć jednego filmu, w którym pojawiły się syreny? Teoretycznie nic nowego, prawda? A jednak nie ma zbyt wielu takich pozycji na rynku, zwłaszcza, jeśli  wziąć pod uwagę książkowe nowości. Dlatego uśmiech na twarzy nie jest niczym dziwnym, kiedy w takim wypadku nasuwa się na myśl Wielki Błękit.

Zbliża się Dokimi. Dla syren z Miromary nadchodzi chwila prawdy, bo oto potwierdzi się, czy królewska córka rzeczywiście jest potomkinią władców, czy lud syren nie ma do czynienia z oszustką. Biorąc pod uwagę dzieje ludzkości na przestrzeni kilku ostatnich wieków, wiele szalonych pomysłów może przyjść do głowy, jak by tu zająć miejsce księżniczki… Ale przez Dokimi nie da się przejść od tak. Następczyni tronu Miromary ma zostać poddana próbie. Jeśli jej nie przejdzie, jeśli okaże się oszustką, zostanie dosłownie stracona. Dla Serafiny Dokimi kończy się zarówno szczęśliwie, jak i tragicznie. Nie zostaje pokarmem potwora… traci jednak matkę, której zatruta strzała pozbawia ją sił życiowych, by z czasem całkowicie odebrać ją podwodnemu światu. Groźba wojny już wcześniej wisiała nad Miromarą, teraz, kiedy dokonano królobójstwa i innych strasznych morderstw, bitwa jest nieunikniona. Ale to nie sprawy polityczne zaprzątają głowy wrogów. To tajemnicza przepowiednia, która, według nich, dotyczy księżniczki Serafiny. A oni nie zamierzają pozwolić jej na ucieczkę.

Krainy, o których nigdzie wcześniej nie było mowy, fascynujące rytuały, nazwy przedmiotów, obrzędów dostosowane do języku syren – to i jeszcze wiele innych rzeczy przyciąga uwagę czytelnika Wielkiego Błękitu. Nie jest to książka, którą czyta się jednym tchem, bo często trzeba zajrzeć do słowniczka na końcu, by nie pomylić pojęć. Początkowo gryzie w oczy również styl autorki. Z czasem jednak wszystko to schodzi na dalszy plan, ustępując pomysłowym rozwiązaniom sytuacji, wartkiej akcji, interesującym bohaterom. To jedna z tych, książek, która pomimo wad oczarowuje czytelnika, wprawia w niemały zachwyt.

Z pewnością plusem Wielkiego Błękitu jest nieschematyczność utworu. Ciężko zgadnąć, czego można się spodziewać na kolejnej stronie. Uczucie wiecznej niespodzianki. Kolejnym pozytywnym aspektem jest uwaga, jaką autorka poświęciła najbanalniejszym rzeczom, by uczynić je bardziej adekwatnymi do świata podwodnego. Lektura Wielkiego Błękitu nie ciąży, nie jest to także obszerna pozycja –raczej przeciętna, co w tym przypadku jest wyjściem idealnym, zbyt wiele treści mogłoby pokomplikować wątki lub co niektórych zanudzić. Dla tych, który obawiają się, że lektura jest jednak "poupychana” dzięki małej czcionce – bzdura. Nie ma co obawiać się drobnego maczku. I wydawnictwo dorzuciło swoje "ale”, oszałamiając wizualnym efektem. Klimatyczna, nieprzesadzona okładka, ze skrzydełkami, które spora cześć moli książkowych docenia, za ochronę przed oślimi rogami. Pięknym dodatkiem są mapy syrenich krain na wewnętrznej stronie.

Można powiedzieć, że tym razem to, co widać na pierwszy rzut oka czeka także w środku. Tajemnicza, intrygująca, jednocześnie wciąż pozostająca w sferze „dla młodzieży”, ukazana z dbałością o detale. Wielki Błękit to książka lepsza niż dobra. Posiada zalety, które niwelują wady, dzięki czemu zyskuje się na końcu satysfakcję z czytania. Bardziej wymagającym fanom fantastyki może niekoniecznie przypadnie do gustu, ale tym, którzy z gatunkiem dopiero się zaznajamiają bądź tym w wieku 14-16 lat powinno się spodobać.

7/10

Za książkę dziękuję portalowi Gildia :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz