9/05/2015

Powrót do Daringham Hall



Tytuł: „Powrót do Daringham Hall
Autor: Kathryn Taylor
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 29.07.2015
Ilość stron: 295


Czy Wy też czasami nie wytrzymujecie presji wydawnictw? Część książek jest promowana tak skutecznie, że czasami po prostu nerwy wysiadają i czym prędzej pędzi się do księgarni, jakby zatopienie się w lekturze tej książki mogło ocalić życie. Tak. My, czytelnicy, też bywamy bezsilni wobec bezdusznego promowania nowych pozycji. Prędzej czy później nasze mury się chwieją, by przez jeden czynnik całkowicie runąć i pogrzebać nas w gruzach. I leci się na nowe zakupy! Przecież wcale dziesięć innych książek nie czeka na półce na przeczytanie... 

Moja intuicja co do książek tak się wycwaniła, że niczym radar informuje mnie o wewnętrznej atrakcyjności książek. Właściwie można wyróżnić trzy rodzaje sytuacji. Pierwsza: od pierwszej chwili, gdy tylko usłyszę o książce wiem, że muszę ją jak najszybciej zdobyć i przeczytać, inaczej nie zaznam spokoju - co więcej, powód: książka rzeczywiście okazuje się sukcesem; warta przeczytania. Druga: tyle słyszę o książce, nieustannie jakiś bloger książkowy o niej wspomina, portale czytelnicze też o niej trąbią... więc w końcu i ja z zaciekawieniem sięgam po książkę, słuchając intuicji - książka mi imponuje, aczkolwiek do stawiania ołtarzyków brakuje trochę. Trzecia: fuu, nie tykać kijem - w takich przypadkach rzadko postępuję wbrew intuicji, a jeśli już to robię, to zazwyczaj później tego żałuję. Aha, czwarty przypadek: moja intuicja kompletnie się myli, czasami nie karząc nawet zaszczycać książki wzrokiem, a która okazuje się hitem. Oczywiście zdarzają się też inne rodzaje sytuacji, ale utaj wymieniłam te najczęstsze. W przypadku Powrotu do Daringham Hall miejsce miał drugi typ sytuacji, czyli intrygująca, ale jedynie dostatecznie bardzo fajna, nie szałowa.

Jak słyszałam przed zapoznaniem się z treścią tejże pozycji, trochę czytelników się na niej zawiodło. Ja podchodziłam do książki bez większych wymagań, naturalnie przyczyniły się do tego ostrzeżenia innych czytelników, i mogę ją uznać za lekturę udaną.

Mamy tu do czynienia z Benedictem Sterlingiem, współwłaścicielem dobrze prosperującej nowojorskiej firmy informatycznej, który przybywa do Wschodniej Anglii, by rozliczyć się z przeszłością. Na miejscu jednak spotyka go fatalna pogoda, a podczas jazdy samochodem napotyka się na grupkę młodych kobiet, które dotkliwie go pobijają i okradają ze wszystkich jego rzeczy. Nie mając przy sobie żadnych dokumentów, marynarki, drogiego Jaguara, dokuśtykuje do pobliskiego domu, który jet jego jedyną nadzieją. Nieszczęśliwie dzieje się, że Kate, która pomaga starszej znajomej pozamykać okiennice, bierze Bena za jednego z grasujących w okolicy włamywaczy uderza go polanem. Pewnie wydarzenie to szybko by przepadło w pamięci jako nieprzyjemny incydent, gdyby nie amnezja Bena. Nie pamięta niczego, nawet same imię to jedynie podejrzenie - Kate znalazła kartkę adresowaną do niejakiego Bena, zgodnie uznali, że być może to on jest adresatem. Co ma zrobić facet z utraconą pamięcią bez żadnego, choćby najdrobniejszego punktu zaczepienia?

Obawiałam się trochę, że będzie to kolejna nudna, nic nie wnosząca do literatury obyczajówka lub rozpaczliwe romansidło, pozbawione logiki. Na szczęście Kathryn Taylor podaje nam całkiem smaczną książkę. Powrót do Daringham Hall zawiera prolog, czego nie jestem największą entuzjastką, bo choć prologi nie zdradzają za wiele, to i tak uważam je jak taki wstęp do spojleru. Ten minus autorka wynagrodziła tym, że gdy już wreszcie dotarłam do danej sceny nie było metody kopiuj, wklej, tylko użyte zostały różne opisy, aczkolwiek spójne ze sobą. Co mnie jeszcze ubodło? Zaznaczyłam sobie nawet. Ben zostaje pobity przez piątkę młodych kobiet, około dwudziestoletnich. Naprawdę? Ja rozumiem, że gdy wyszedł z auta i podszedł do nich z prośbą, by nie blokowały drogi mogły się stać agresywne, zwłaszcza, że były na prochach, ale facet,  który mierzy ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu chyba jest w stanie obronić się przed wątłymi kobietkami. No chyba że rzuciły się na niego wszystkie na raz. Niby taka sytuacja jest bardzo prawdopodobna, logiczna, ale jednak ciężko mi to sobie wyobrazić. Musiało to wyglądać komicznie, choć skutki były raczej przykre. Kolejne notki... brak. Brak, bo tak zajęta byłam czytaniem, że nawet nie miałam czasu, ba, nie chciałam tracić ni sekundy na wypisywanie komentarzy. Choć książka opisana jest w sposób, dający do zrozumienia, że potencjalnego czytelnika czeka romans, to nie jest on absolutną dominantą. A bardzo mi się to spodobało. Faktycznie, kiedy Ben nie pamięta kim jest, jakie zasady nim kierują, rzeczywiście, zaczyna się coś pomiędzy bohaterami dziać. Ale nie tak, że jest tego do bólu, na każdej stronie. A kiedy blokada pęka? Wtedy to się dopiero dzieje! Cieszyło mnie, że pojawiały się też wątki dotyczące pobocznych bohaterów, akcja nie kręciła się jedynie wokół głównej dwójki. W dodatku rodzinne tajemnice sprzed lat, niby przypadkowy upadek figury z balkonu... Jest dreszczyk emocji.

Takie mam usposobienie, że nie każda niefantastyczna(-dystopiczna, -sci-fi) książka mnie zadowala. Nawet jeśli podoba mi się jakaś obyczajówka, to kilka dni po przeczytaniu stwierdzam, że była właściwie nijaka. Bezużyteczna. Niby dobrze się bawiłam, to czułam, że straciłam cenny czas. Przy książce Taylor nie żałuję jej lektury. Mam nawet sporą ochotę na kontynuację, którą mam nadzieję ujrzeć w niedalekiej przyszłości. 

Tak więc, na pewno książkę mogę śmiało polecić wszystkim, których uwagę przyciągnęła. Może nie jest wybitna, ale nie jest też ona gniotem, za który nie warto się brać. Fajna. Nawet się wzruszyłam! (Tak, nie tylko przy zabijaniu czarnych charakterów mi się to zdarza). Za książkę zabrałam się wczoraj wieczór, dziś z rana dokończyłam. I cieszę się, bo rozpoczęcie weekendu uważam za udane.

7,5/10

Za książkę dziękuję księgarni Bonito :)
Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz