9/23/2015

Pomiędzy Latem a Zimą


Tytułem wstępu, jeśli to czytasz, to znak, że bierzesz udział w akcji ,,Pomiędzy Latem a Zimą", mającej na celu promocję genialnej duologii Cariny Bartsch, na którą składają się Lato koloru wiśni i Zima koloru turkusu; umilenie oczekiwania premiery drugiego tomu. Ale to już pewnie wiesz. A zatem, nie zajmuję Ci czasu, poniżej fragment nr 5.



Właściwie była mi obojętna. Jeśli chodziło o mnie, mogła od rana do wieczora paradować tu w tę i z powrotem, ale czy musiała robić to w tak arogancki sposób? Przecież to mieszkanie wciąż należało do mnie, a ona była w nim tylko tolerowanym gościem. Samo wspomnienie jej imienia sprawiło, że zobaczyłem, jak z zadartym nosem łazi po moim salonie – to mnie denerwowało. „Łażenie” nie było najlepszym określeniem, bardziej pasowało „potykanie się”, gdyż zarozumiała panna Winter naprawdę nie dysponowała umiejętnością zgrabnego posługiwania się swoimi stopami. Upadek na schodach podczas przeprowadzki Alex był tylko początkiem odysei. Tę kobietę można by nazwać żółwiem z okresowo występującą niepełnosprawnością.
            I te nieustanne cięte riposty z jej bezczelnych ust… Zadawałem sobie pytanie, komu chciała coś udowodnić tym swoim rzekomo pewnym siebie i błyskotliwym sposobem bycia? Jedno spojrzenie w jej oczy wystarczyło, żebym zobaczył, że za wielką gębą kryje się mała dziewczynka. Była ucieleśnieniem niepewności. Jak można było sprawiać tak niesympatyczne i bezradne wrażenie jednocześnie?
            W ramach protestu przesunąłem świecę zapachową o kolejnych dziesięć centymetrów w lewo, odłożyłem moje kluczyki na ich właściwe miejsce i zabrałem się do przygotowywania kubka gorącej kawy w stojącym w kuchni automacie. Alex znów nie umyła dzbanka do spieniania mleka, co było już prawie rutyną i wszelkie próby przekonania jej do tego spaliły na panewce, więc oszczędziłem sobie kolejnej dyskusji i sam go umyłem. Z ciepłym kubkiem w dłoni oparłem się o blat, ale mój ulubiony napój z niewiadomego powodu nie chciał smakować jak zwykle.
            Alex weszła do salonu ze świeżo wysuszoną, lokowaną grzywą, włożyła cienką kurtkę i chwyciła swoją torebkę. Jak zwykle się zdziwiłem, ile rzeczy się w niej mieści i do czego, na miłość boską, są jej one potrzebne przy każdym wyjściu z domu.
– Emely właśnie do mnie napisała – oznajmiła, chociaż nie prosiłem o żadne wyjaśnienie, a już zwłaszcza nie o dotyczące jej najlepszej przyjaciółki. Pozostała część wypowiedzi Alex przypadła mi jednak do gustu. – Stwierdziłyśmy, że jednak spotkamy się u niej.
Kochałem te małe momenty w życiu, kiedy sprawy niespodziewanie przybierały właściwy obrót. Kawa nagle znów zaczęła mi smakować.
– To źle? – zapytała.
– Nie, nie ma sprawy.
– Co będziesz dzisiaj robił?
– Zobaczymy – powiedziałem, chociaż od dawna wiedziałem już, jak będzie przebiegał mój wieczór.
Wiele mówiłem Alex i w zasadzie nie miałem żadnych zahamowań, żeby podzielić się z nią również tym tematem. Nie było jednak takiej konieczności, więc uznałem za mniej skomplikowane niewtajemniczanie jej w detale moich przygód seksualnych.
– Chcesz iść ze mną?
– Wieczór z ostrą Emely? – Odchyliłem głowę na kark i potarłem się po podbródku, który okazał się bardziej chropowaty, niż się tego spodziewałem. Być może przed randką przydałoby się jeszcze golenie. – Przyznaję, że twoja propozycja brzmi kusząco, droga Alex. Ale kupiłem sobie ostatnio szczotkę ryżową, która działa lepiej niż Emely.
            Alex zaniemówiła.
– Jesteś okropny! – Pokręciła głową z wyraźnym oburzeniem, natomiast ja nie potrafiłem ukryć zadowolenia.
– Miałam już nadzieję, że w zeszłym tygodniu zaczęło się wam jakoś lepiej układać – powiedziała.
            Co Alex rozumiała pod pojęciem lepiej? Ignorowaliśmy się i przez większość czasu schodziliśmy sobie z drogi, to wszystko.
– Tak bardzo się cieszyłam na Berlin – mówiła dalej. – Cieszyłam się na was. Myślałam, że we troje możemy być tak samo zgraną paczką, jak kiedyś. A fajnie jest tylko wtedy, kiedy jestem z jednym z was sama. Kiedy spotkamy się wszyscy, atmosfera robi się nieprzyjemnie napięta.
Nadąsana mina mojej siostry bardziej działała na moje sumienie, niż mi się to podobało. Spojrzała na mnie jak mała kaczka. Jak mała, niezadowolona kaczka.
– Alex – powiedziałem miękkim głosem. – Czy nie oczekiwałaś trochę za wiele? I czy nie jest trochę za wcześnie, żeby mieć nadzieję, że twoje oczekiwania się spełnią? Moja kochana, mieszkasz w Berlinie dopiero od ośmiu dni. Emely i ja nie widzieliśmy się od lat. Nasza wspólna przyjaźń jest jeszcze starsza, byliśmy wtedy dziećmi. Rozumiem, że takie jest twoje marzenie, ale nie można zmuszać ludzi do tego, żeby się lubili.
– Ale co wy macie sobie do zarzucenia? – Do nadąsanej miny dołączyły teraz wielkie, jasnoniebieskie oczy.
Z Alex nigdy nie byłem pewny, czy wyraz jej twarzy rzeczywiście odzwierciedla jej widocznie niewinne życie wewnętrzne, czy w rzeczywistości doskonale wie, jakiej mimiki użyć w określonym celu. Zaokrąglone oczy jak zwykle zadziałały perfekcyjnie.
– Może po prostu uważamy się za niesympatycznych – odpowiedziałem.
– Ona mówi to samo.
            „Ach, więc tak mówi?” Z jednej strony uznałem, że Emely jest bezczelna, skoro udziela Alex takiej odpowiedzi, z drugiej – byłem zadowolony, że nie podzieliła się z moją siostrą wiedzą o dawnych wydarzeniach i o tym, jak bardzo mnie wtedy poniżyła.
– Wygląda więc na to, że przynajmniej w tej kwestii jesteśmy zgodni.
– A ja uważam, że to głupie – powiedziała Alex. – Powinniście być dla siebie sympatyczni.
– Właśnie ustaliliśmy, że nie można się zmusić do sympatii.
– Ale wy nawet nie próbujecie!
– Jak można próbować być dla siebie sympatycznym?
– Można to jakoś zrobić. Trzeba tylko chcieć i się wysilić.
            Westchnąłem. Nie podzielałem naiwności Alex, ale uważałem, że w pewnym sensie jest godna podziwu. Jedno było jasne: w świecie Alex próba bycia dla siebie sympatycznym z dużym prawdopodobieństwem mogłaby naprawdę zaistnieć. Niestety, w moim świecie tak to nie działało.
– Bardzo mi przykro, że muszę to powiedzieć, ale uważam, że tak będzie lepiej, niż robić tobie fałszywe nadzieje. Myślę, że Emely i ja nigdy się nie zaprzyjaźnimy.
            Zareagowała tak, jak się tego spodziewałem – była wyraźnie rozczarowana. Ten widok nie był łatwy do zniesienia. Odstawiłem więc kubek z kawą, podszedłem do niej i wziąłem moją maleńką siostrę w ramiona.
– Przykro mi, moja mała Alex, ale czasem sprawy nie toczą się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
            Gwałtownie wyrwała się z moich objęć i spiorunowała mnie spojrzeniem spod zmrużonych powiek.
– Myślę, że masz rację – powiedziała, z jej twarzy zniknął najmniejszy ślad smutku i zastąpiło go twarde zdecydowanie.
– Cieszę się – odpowiedziałem, jak się okazało, nieco zbyt pospiesznie.
– Za wcześnie na to, żeby składać broń – mówiła dalej. –Bardzo byś chciał, żebym po prostu przyjęła to do wiadomości, ale nie zamierzam tego robić. Jeszcze się nie poddałam! A wy dwoje powinniście przynajmniej przestać tak się zachowywać! Jasne? – Uniosła podbródek, podciągnęła zamek błyskawiczny kurtki, machnęła torebką i wyszła z mieszkania.
            Patrzyłem za nią zaskoczony. Jak to możliwe, że z naszej rozmowy znów wyciągnęła wnioski przeciwne do tych, które zakładałem? Przecież w przypadku innych ludzi moje słowa zwykle nie mijały się z celem.
            Zawibrowała moja komórka. Przyniosła najlepszą wiadomość, jaką mogłem sobie wymarzyć w tamtej chwili.

Marion
Nic się nie zmieniło?

Elyas S.
Jak głupi musiałbym być, żeby przekładać spotkanie z kobietą taką jak Ty?

Marion
Skoro tak mówisz. Więc jestem u Ciebie za godzinę! Cieszę się!

– Ja cieszę się bardziej – powiedziałem do siebie cicho, na chwilę pogrążyłem się we wspomnieniach naszego ostatniego spotkania i z uśmiechem wyobrażałem sobie dzisiejsze. W końcu wsunąłem komórkę do kieszeni i poszedłem wziąć prysznic. Imię Emely wkrótce wyblakło i przestało figurować w moich myślach.

***

Kolejna część czeka na Ciebie na blogu http://thievingbooks.blogspot.com/
Początek akcji: http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

Tekst został przetłumaczony ze strony Cariny Bartsch: carinabartsch.de 
Nie jest to fragment ani zapowiedź książki napisanej z perspektywy Elyasa, to fragment dwóch rozdziałów napisanych przez autorkę jako prezent dla czytelników.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz