8/23/2015

Niezłomni


Tytuł: „Niezłomni
Autor: C.J.Daugherty
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 17.06.2015
Ilość stron: 379


Czasami dopada mnie taki nieopisany smutek. Biorę do ręki książkę, otwieram delikatnie, starając się jej nie uszkodzić, zaczynam śledzić tekst wzrokiem. Po kilku minutach zaczynam odczuwać, sama nie wiem, smutek, żal? Że mimo iż poprzednim razem byłam tak zachwycona, to kolejny tom serii wydaje się być, jak spod pióra innego autora, znacznie ,,niższej ligi". Za każdym razem, gdy natrafiam się na taką sytuację, myślę sobie, że następnym razem, gdy się zawiodę na kontynuacji, lepiej to zniosę. Ale prawda jest taka, że chyba z tomu na tom zawód jest coraz większy - z każdą kolejną stroną czytelnik bardziej się przywiązuje do wykreowanego przez autora świata, toteż i odczuwalne emocje potęgują. Niestety, kolejny raz ,,padłam ofiarą". A myślałam, że najgorsze już za mną. Za nami, czytelnikami Nocnej Szkoły.

C.J.Daugherty zajęła w moim sercu szczególne miejsce, kiedy skończyłam czytać pierwszy tom serii. Byłam absolutnie zachwycona. To co się działo, wszystkie niespodzianki, zwroty akcji, tajemnice... to było coś! Na tamten moment byłam przygotowana, że na mojej półce zagości kolejna fantastyczna seria, niezaprzeczalny bestseller na mojej prywatnej liście bookowej. Później pojawiły się kontynuacje. Jedna słabsza, kolejna gorsza od poprzedniczki. I tak niemal ze szczytu, schodek niżej i niżej i niżej... Trzymałam kciuki by choć koniec był bombowy, wystarczyłoby mi coś bliskiego Wybranym, nie wymagałam nawet tego samego poziomu, mogło być odrobinę gorzej. Ale żeby seria powróciła do dawnej świetności. Bo skoro pierwszy tom dał mi siłę, by wytrzymać kolejne trzy, to to musiało coś znaczyć. Niestety, trochę się przeliczyłam.

Kiedy wszystko zdaje się wskazywać na porażkę Cimmerii, Allie odnajduje w sobie siłę, by pomóc Akademii zmobilizować się. Namawia dyrektorkę na ciężkie treningi, przyjaciół na walkę, mimo że opadli z sił. Dziewczyna jako jedna z nielicznych zbiera się w sobie, ciągnąc do góry pozostałych. Po tym wszystkim co przeszli z Nathanielem mieliby się ot tak poddać? Oczywiście coś za coś. Bohaterowie nie mieli pojęcia, jakie jeszcze niebezpieczeństwa mogą na nich czyhać ze strony Nathaniela. Stawka jest wysoka, jeśli wygrają ocalą nie tylko Akademię, ale i ludzi, jeśli przegrają, cóż, wesoło nie będzie.

Czyżby to trzecioosobowa narracja mnie znużyła? Wątpliwe, bo przecież pełno jej w książkach, które czytam. Być może w tym przypadku wolałabym, by Allie udostępniła czytelnikom swoje myśli, żeby można było ją zrozumieć. Bo, powiem Wam, ciężko z tym w obecnej chwili. Poczynając od drugiego tomu... zmieniłabym sporo. Niektóre wątki były przerysowane, zachowania postaci nieadekwatne do sytuacji. Autorka pokierowała serię drogą wysepkami, ukrytymi koleinami, umieszczoną głęboko w lesie, w połowie zarośniętą. Krótko mówiąc, nie mogłam na nią trafić, czułam się zagubiona. 

Nie mogę autorce nic zarzucić, jeśli o styl chodzi. Jestem za to pełna pytać dlaczego?, jeśli chodzi o rozwój wydarzeń. Przykład banalny - wątek romantyczny. Tak jak w Wybranych mogłam kiwać głową, aprobując reakcje Allie, tak później, kiedy szala zaczęła przechylać się w stronę Cartera, miałam wrażenie, że co mi uciekło. Krążyłam, spacerowałam, a następnie Allie i Carter porzucili mnie na środku pustkowia, jakoś znajdziesz drogę. To tak nie działa.

Niezłomni wpada do szufladek: fajne, ciekawe, zawód, średnio, co to ma być za zakończenie?. Chyba odczepiałam się uczuciowo, sentymentalnie od serii, zagłębiając się w kolejne tomy. Ostatni sprawił, że więź się zerwała. Teraz? Seria jest mi obojętna.

Tak, czytanie tej książki było jak oglądanie kryminału z opadającymi powiekami, niby była niejedna tragedia, groźby, szantaże, ale docierało to do mnie jak przez mgłę. Moja uwaga koncentrowała się na przemożnej chęci zapadnięcia w sen. To  tak jakby pomiędzy mną a książką była niewidzialna bariera, która nie pozwalała na większą zażyłość.

A teraz o okładce, która klimatem niczym z Mody na sukces przebija wszystkie pozostałe. Błyszcząca sukienka? Nagi tors Sylvaina, Cartera czy kim ten człowiek jest (bo tyle to już było kłótni co do nieścisłości postaci na okładkach, a ich opisów w książce, że hoho...) ma odgrywać haczyk na rybki-małe dziewczynki? To nie pokaz mody, ani sesja do portfolio. 

Słabe zakończenie? Przynajmniej nie mam już wyrzutów, ani nadziei, że będzie lepiej. Skoro ktoś zaczął czytać serię, to pewnie radziłabym skończyć, żeby nie było niedomówień, ale osobom, które jeszcze się za nią nie wzięły, a zastanawiają się nad tym - odradzam.

6/10


Za książkę dziękuję księgarni Bonito :)
Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz