6/28/2015

Wakacyjne plany czytelnicze




Jak już zapowiadałam, chcę podzielić się z Wami moimi planami książkowymi. Już w tę środę wyjeżdżam za granicę, książki zostały podane na miejsce pobytu miesiąc temu, jak można się łatwo domyślić, nie ma wśród tych pozycji żadnych świeżaków. A wręcz przeciwnie. Postanowiłam, że lipiec poświęcę na nadrabianie starszych książek, takich, które od dawna miałam w planach, niektóre z nich to właściwie klasyki, inne spontaniczne okołopremierowe zakupy. Wszystkie już trochę czekały na półce na swoją kolej. Każda z nich - zakup własny, niektóre dorwałam na większych promocjach, inne nawet jeśli nie były po zniżce, po prostu musiałam wcielić do mojej prywatnej biblioteczki. Tak więc, zapraszam! 

Nie myślcie sobie tylko, że to książki na całe moje wakacje, co to to nie. To po prostu parę lektur na lipiec. :)



Póki jestem jeszcze w domu czytam to, co mam przy sobie. Właśnie skończyłam już jedną, ale o niej wkrótce. Tymczasem, wiedziałam, że od zakończenia roku szkolnego do wyjazdu jest jednak parę dni, poza tym, podczas podróży będę się nudzić, dlatego Przypadek Adolfa H. zostawiłam w domu. I prawdopodobnie zabiorę się za niego w dzień wyjazdu. Natomiast na miejscu czeka już na mnie Eragon, bardzo wychwalany przez kumpla. Myślałam nad kupieniem pakietu, ale gdy zobaczyłam książkę w biedronce za niecałą dychę nie mogłam jej nie kupić. Zielona Mila, pierwsza powieść Kinga jaką przeczytam. Szokujące? Dla mnie ani trochę, bo jakoś stronię od tematyki przez niego poruszanej. Ale że film mną porządnie wstrząsnął to i książkę postanowiłam przeczytać. I wreszcie gigant, istna świętość w mojej biblioteczce - Tolkien! Na ekranizacji kultowej trylogii się wychowałam, przy niemałej pomocy mojego tata, bo inaczej pewnie mama by mi nie pozwoliła samej tego oglądać. W zeszłym roku bodajże wzięłam się za Hobbita, teraz wreszcie pora na LoTRa i Drużynę Pierścienia! Po za tym mam zamiar wziąć się porządnie za naukę sindarinu, szykujcie się na to, że będę od czasu do czasu pisać zwroty (oczywiście proste) w języku elfów.


Po tym jak kolega opowiadał prawdziwe wersje sławnych baśni, postanowiłam koniecznie przeczytać Baśnie Braci Grimm. Dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury (nawiasem mówiąc, tytuł troszkę przydługi, nie sądzicie?), jak zorientowałam się, że pojawi się na rynku książkowym takie wydanie. Choć ponoć nie wszystkie brutalności zostały ujęte. Królowa Tearlingu - chyba po raz pierwszy usłyszałam o niej przy czytaniu o zagraniu Emmy Watson w rzekomej ekranizacji. Przeczytałam opis, późniejsze pozytywne recenzje i postanowiłam zaryzykować. Poza tym wydanie jest przepiękne. Północ i Południe. Pamiętacie moje biedronkowe szaleństwo? Kupiłam wtedy chyba 6 książek, każda za niespełna 10zł. Zdecydowałam się zabrać jeden z zakupionych klasyków na wyjazd lipcowy. Padło na tę książkę, dlaczego? Zanim udało mi się dorwać wszystkie książki, miałam je spisane na liście. A buszując po internecie natrafiłam na miniserial na podstawie książki Gaskell. I cóż mogę powiedzieć. Richard Armitage. I tak właśnie najbardziej na kupnie tej pozycji mi zależało. O ironio!, szukałam jej we wszystkich najbliższych mi miastach, kiedy już straciłam nadzieję, moja mama znalazła w jednej z biedronek pełno tego tytułu. A w tych co ja byłam, jak na złość, ani jednej. Szczęście, że w końcu trafiła w moje ręce. Piękna katastrofa, o dziwo, mimo zebrania wielu dobrych recenzji, nie było o niej specjalnie głośnie, przynajmniej tego nie odczułam. A podobno jest zachwycająca. Cóż, przekonam się już wkrótce.


Trylogia Reginy Brett, którą kupiłam w pakiecie w promocyjnej cenie. Kawałek pierwszej części mam już za sobą. To będą te z lipcowych pozycji, które czyta się bez pośpiechu, bez jakiegoś uwiązania. Bo są to lekcje, każda po kilka stron. To książki, które pozornie do czytania kiedy się chce, są tymi, które potrafią potrząsnąć człowiekiem bardziej niż największe trzęsienie ziemi. Dodatkowo poleca je dobra znajoma, poza tym, myślę, że bardzo mi się one przydadzą.

To tyle jeśli o lipiec chodzi. Mmm, jeśli nie upcham czegoś do walizki. Ale biorąc pod uwagę, że chcę jeszcze wziąć podręczniki z chemii, biologii i zadania z angielskiego, myślę że tyle mi wystarczy. 

A Wy macie ustaloną listę książek na lato, czy może pójdzie spontanicznie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz