6/15/2015

PRZEDPREMIEROWO: Co, jeśli...



Tytuł: „Co, jeśli...
Autor: Rebecca Donovan
Wydawca: Feeria
Data premiery: 17.06.2015
Ilość stron: 400


Są książki, po których przeczytaniu od razu mogłam zasiąść do pisania recenzji, kiedy słowa same cisnęły mi się na usta. Bez problemu przychodziło mi formułowanie kolejnych zdań kreślących wady, czy zalety danej powieści. Wszystko się ze mnie wylewało falami, palce nie nadążały na klawiaturze, gnane przez rozszalałe myśli. Działo się tak już wielokrotnie, zarówno przy tych ciekawszych, bardziej absorbujących lekturach, a także przy mniej zadowalających. Jak to w życiu bywa, skoro z częścią recenzji łatwiej mi się ,,pracowało", trafić się musiały oczywiście również bardziej oporne. Nie ze względu na brak aspektów, o których w recenzji warto wspomnieć, czy nudę i monotonność książki. Po prostu ciężko było wydusić choćby słowo, nie wspominając o dociągnięciu opinii do końca. Jakby coś stało na drodze, coś blokowało recenzenta. Czyżby jakieś chochliki postanowiły mnie czasami nawiedzać? Nie, myślę, że nie ja pierwsza miewam takie problemy. Teoretycznie żadne takowe nie istnieją, a jednak ten trud... Właśnie do grona książek upartych trafiło u mnie Co, jeśli...


Jeśli śledzicie mojego bloga już od dłuższego czasu to wiecie, jak bardzo jestem zżyta z twórczością Rebecci Donovan. Czego zresztą potwierdzeniem jest objęcie patronatem medialnym drugiego i trzeciego tomu serii Oddechy. To, co autorka potrafi wyczyniać za pomocą słów - przekonałam się już po przeczytaniu pierwszych stron, gdy rozpoczęłam przygodę z jej książkami. Widocznie ona zna swoich bohaterów o wiele lepiej, niż oni myślą. Jej książki nie tyle zapewniają czytelnikom brak zainteresowania światem zewnętrznym, długie godziny przyjemnie spędzone na zapalczywym śledzeniu kolejnych stronic lektury, one także uczą czytelnika, przekazują uniwersalne prawdy dotyczące ludzkiego życia. Nic więc dziwnego, że bez chwili zastanawiania się zdecydowałam się na najnowszą powieść Rebecci.

Dawno, dawno temu, w jednym z tysięcy amerykańskich miasteczek żyła sobie czwórka przyjaciół. Trzy dziewczynki, Rae, Richelle, Nicole, oraz chłopiec, Cal. Dzieciaki łączyła przyjaźń, jaka trwa przez całe życie. Silna, uparta, głęboka. Wszędzie chodzili razem, bawili się, wygłupiali. Biorąc pod uwagę brak zahamować Richelle i Rae, choć tej drugiej w o wiele większym stopniu, co do stopnia ubrudzenia, Cal nie mógł narzekać na księżniczkowatość. Jedynie Nicole była perfekcyjną w każdym calu, idealną, wymarzoną córką swoich rodziców. To ona najpóźniej dołączyła do paczki, ale z czasem włączała się w coraz to bardziej śmieszne dziecinne eskapady. Ale życie nie jest sielanką. Richelle wyprowadza się daleko od rodzinnego miasteczka, Nicole odsuwa się od Rae i Cala, wkraczając do grona miejscowej elity. 

Miesiące mijają, Cal, nasz narrator, studiuje. Kontakty utrzymuje jedynie z rezolutną Rae, od Richelle dawno nie ma żadnych wieści, a Nicole odcięła się od nich jeszcze przed wyjazdem do college'u. Wszystko toczy się swoim rytmem, Cal prowadzi umiarkowanie spokojne życie studenckie, regularnie dostaje telefony od Rae, która jako jedyna łączy go jeszcze ze szczenięcymi latami, wychodzi na imprezy, umawia się z dziewczynami, by po krótkim czasie z nimi zerwać. Nic nie zakłóca mu życia, dopóki przed jego oczami nie pojawia się Nicole. O której notabene nikt od ponad roku nic nie słyszał. Wróć, to nie Nicole, a jedynie Nyelle Preston, dziewczyna do złudzenia przypominające dawną przyjaciółkę i sekretną miłość Cala. Z początku chłopak jest niemal pewny, że to Nicole, że ona coś ukrywa, dlatego nie chce się przyznać do prawdziwej tożsamości. Jednak im więcej czasu Cal spędza z Nyelle, tym coraz częściej dochodzi do wniosku, że dziewczyna ani trochę nie przypomina jego przyjaciółki. Przecież zestawić ich charaktery, czy chociażby styl ubierania, bez problemu można stwierdzić, że chodzi o dwie skrajności. 

Co, jeśli... kryje w sobie takie tajemnice, o jakie nigdy bym książki nie podejrzewała. Tutaj częściej mamy do czynienia z rozgryzaniem konsystencji i smaku życia, aniżeli z lekką powieścią. Pokuszę się o stwierdzenie, iż klimat książki bliżej przysunął się do sentymentalnego, psychologicznego podejścia do opisywanych życiowych zagadnień Greena, oddalając się tym samym od serii Oddechy. Czyli więcej tutaj mamy sensu postępowania ludzkiego niż samego skupiania się właśnie na czynach, na decyzjach bohaterów.

Myślałam, że Rebecca po raz kolejny rzuci we mnie czymś, przez co dotkliwie ucierpi moje serce. Spodziewałam się słodko-gorzkiej powieści, która będzie opisywać losy, ciężkie przeżycia bohaterów, więcej serca niż rozumu. I choć niewątpliwie mamy tu do czynienia z sercowymi udrękami bohaterów, to, można powiedzieć, wzięte jest to od rozumu strony, bardziej psychologicznie, przez co książka nabiera innego znaczenia. 

Rebecca Donovan po raz kolejny przyłożyła się do wykreowania rzeczywistych, wyrazistych postaci. Zadanie domowe - jest! Tajemnice narzucone przez autorkę już u początku akcji mącą w głowie, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Szału można dostać. Tak więc, jeśli już zaczniesz czytać książkę, będzie musiał/a ją skończyć. Bo to nie jest lektura, którą się ,,sprawdza", czytając na próbę kilka rozdziałów. Czuję się w obowiązku poinformować wszystkich tu zebranych, że jak już książka cię dorwie, to nie pozwoli odejść.

Choć z podobnymi historiami już miałam do czynienia, to jednak żaden autor nie ugryzł jeszcze problemu siedzącego na kartach Co, jeśli..., jak zrobiła to Rebecca Donovan. Ale jak można oczekiwać rozczarowania, skoro ma się przed sobą wytwór tak świetnej i świadomej swego autorki?

Nie potrafię jednoznacznie wyrazić swojego zdania na temat tej książki. Zdaje się, że mogę powiedzieć o niej wszystko i nic. Bo taka jest ta książka. Pełna sprzeczności, tajemnic. Ciężko ją zrozumieć, wbić się w nią. Ale jak już się wpasuje w jej rytm - to później już z górki. Dziurawej. Krzywej. Wyboistej.

Mam przyjemność ogłosić, że książka ukaże się pod moim patronatem, a fragment tego, co kłębi się w mojej głowie przeczytać będziecie mogli na jej okładce. Mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się na przeczytanie książki, to będziecie nią równie zafascynowani co ja. 

8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz