6/05/2015

Pod skrzydłami matki mroku


Tytuł: „Pod skrzydłami matki mroku
Autor: Kathrin Szczepanik
Wydawca: WFW
Data premiery: 25.03.2015
Ilość stron: 357


Uprzedzenia mogą być zgubą czytelników. Przez stereotypowy tok rozumowania można skreślić wiele książek, które normalnie pochłonęłoby się bez chwili przerwy. Sama nie raz się przejechałam na takim automatycznym odrzucaniu jakiegoś gatunku, czy autora. Bo kiedy w końcu postanowiłam się z książkami zapoznać, to stawały się jednymi z moich ulubionych. Tutaj do czynienia mamy z książką polskiej autorki, z czym, jak zauważyłam w większości sytuacji, nasi czytelnicy mają problem. Bo jak książka polska, to bleee... Niektórzy nawet się nie zastanawiają nad sięgnięciem po nią, nad przeczytaniem opisu, zapoznaniem się z opiniami dotychczasowych czytelników. Czy to nie jest trochę niesprawiedliwe? Gdyby iść dalej w to bagno, zlekceważyłoby się także Pod skrzydłami matki mroku, a książka ta ani trochę nie zasługuje na pominięcie i przylepienie metki polska - słabizna.

Gabriela jest córką dwójki niegdysiejszych najlepszych łowców w Anglii. Nieco ekscentryczną, jak na XIX wiek. Czasy, kiedy dżentelmeni bardziej zainteresowani są znalezieniem panny pięknej, aniżeli inteligentnej. Nie daj Boże trafi się taka mądrala, zacznie coś mącić, podejrzewać, w najgorszym wypadku samodzielnie myśleć! Należy oczywiście pamiętać, że czasy feminizmu były o lata świetlne do przodu, społeczeństwo niemal całkowicie marginalizowało role kobiet. Nie żeby to coś dało w przypadku Gabierli Phantom. Wygadana, cwana, bystra, żądna przygód i wrażeń panna z dobrego domu. Ale ciekawości nie da się stłumić, przez co Gabriela bez ustanku pakuje się w kłopoty, w których towarzyszą jej także nieśmiertelny lokaj Raphael oraz udawany narzeczony, Leo.

Książki nie miałam w planach, ale wszystko dlatego, że po prostu nigdzie o niej nie usłyszałam, nie widziałam jej w zapowiedziach na żadnej stronie. Pewnego wiosennego dnia zgłosiła się do mnie autorka z pytaniem, czy nie chciałabym zrecenzować jej książki. Poszperałam w internecie i zaniemówiłam. Jak internet może nagłaśniać jakieś bzdury, a całkowicie milczy na temat tak ciekawie zapowiadającej się książki? Uprzedzeń do rodzimych autorów pozbyłam się już dawno, co nie znaczy, że wszyscy mnie zachwycili. Nie mogłam się doczekać aż poczytam o historycznym romansie.

Nie dajcie się zwieść opisowi, bo historia przedstawia się trochę inaczej. Owszem, jest to mieszanka realiów XIX-wiecznego Londynu, zamieszany we wszystko jest też Kuba Rozpruwacz, a i wątku miłosnego tu nie brakuje. Ale największą rolę odgrywa tutaj świat fantastyki, mianowicie istot, którym słońce jest bardziej wrogiem, aniżeli przyjacielem. Krwiożerczych istot ciemności, choć w tym przypadku nie połyskujących niczym brokat, wampirów. 

Przyznam, że jestem lekko zszokowana, bo książka pełna jest niespodzianek, zwrotów akcji, a dodatkowa skłonność głównej bohaterki do wkręcania się w rozwiązywanie tajemniczych zbrodni, nadaje wszystkiemu wspaniałego klimatu. Książka zdecydowanie ma to coś. Czytanie jej to sama przyjemność.

Zauroczył mnie język powieści, bo wyraźnie, a przynajmniej przyzwoicie dostosowany jest do opisywanych czasów. Książka prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, ale tutaj uchodzi to za plus, bo można poczytać o tym, co dzieje się w głowach różnych bohaterów, nie tylko jednego. I jest coś jeszcze. Bohaterowie, których z łatwością można polubić. A jeszcze lepsze i nierzadko śmieszne są wzajemne interakcje. 

To historia przepełniona humorem, tajemnicami, mącącymi w głowie zagadkami kryminalnymi. Czasami trafiły mi się zgrzyty, ale nie ingerujące w całość, jak i drobne błędy ortograficzne. Może nie jest to do końca moja działka, ale spodobało mi się. I z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki. Wam też polecam.

8/10

Za książkę dziękuję autorce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz