6/02/2015

Następczyni


Tytuł: „Następczyni
Autor: Kiera Cass
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 13.05.2015
Ilość stron: 359

Jeśli mieliście do czynienia z Cassandrą Clare, wcześniej, na początku Darów Anioła, kiedy były jeszcze trylogią, to znacie to uczucie, gdy autor oznajmia Wam, że jednak seria się rozrośnie. Z jednej strony niby fajnie, bo smutno się żegnać z bohaterami, jeśli nie jest to pojedyncza książka, a z drugiej zastanawiacie się, czy to nie dla komercji. Czasami warto dać sobie spokój i nie zmieniać planów. Taka Jo. Przecież jakby zamiast twardo postanowionych siedmiu książek walnęła dwa razy więcej, "bo żal jej się rozstawać z postaciami" to to już nie byłoby to samo. A tak, kobieta stanowcza, geniusz literacki, jak powiedziała sobie na początku, że tyle i tyle tomów, to nie robi więcej, choć wyszły jej absolutnie fenomenalnie.Kiera Cass... cóż, Kiera postanowiła pójść w ślady Cassie. I tak jak w przypadku Clare, Cass wyszło to na niekorzyść. 

Dwadzieścia lat po Eliminacjach księcia Maxona, którego serce zdobyła Piątka, America Singer, czas na ich córkę, Eadlyn. Zniesienie kast wcale nie polepszyło sytuacji ludzi, zwłaszcza młodzi, którzy nie pamiętają systemu kastowego są oburzeni. Żeby uspokoić sytuację polityczną w kraju Maxon i America oznajmiają córce zorganizowanie Eliminacji, jako że jest ona o siedem minut starsza od swojego brata bliźniaka, Ahrena (co wielokrotnie podkreśla), to ona ma pierwszeństwo do tronu. Jak na taką wiadomość reaguje Eadlyn? Jak to rozpuszczona, nadęta, egocentryczna hipokrytka. Wyobrażacie to sobie? Wydziera się na swoich rodziców, traktuje ich z brakiem jakiegokolwiek szacunku, robi wyrzuty, gra na ich emocjach, oczywiście myśląc jedynie o sobie. Z czasem jednak zgadza się na nie, choć zaznacza, że skłonna jest ciągnąć je jedynie przez trzy miesiące, szczerze również dodaje, że możliwe jest zakończenie ich bez zaręczyn. W rzeczywistości nie ma najmniejszego zamiaru znaleźć sobie męża. 

Myślałam, że to będzie fajniejsza wersja Rywalek, 35 facetów, wyobrażacie to sobie? Nie może nie być cudownie!... A jednak. Jako recenzentka, dla której szczerość i uczciwość na blogu to podstawa, byłoby to lekceważeniem Was i brakiem szacunku wobec Was, gdybym nie ostrzegła Was przed Następczynią

Książkę czyta się z ogromnym trudem, non stop przy niej ziewałam i pewnie całkowicie bym zaspała, gdyby główna bohaterka nie wyprowadzała mnie co chwilę z równowagi. Pół książki zdzierżyłam, później nie mogłam nie zaznaczać już sobie fragmentów, gdzie same nasuwały się odpowiedzi na nie, przytyki, mocne reakcje. Panie i Panowie, myśleliście, że America była irytująca? Poznajcie księżniczkę Eadlyn.

Tyle było fantastycznych okazji, na litość boską, w końcu w grę wchodziło 35 kandydatów! A Kiera zrobiła z nich bezpłciowych, nijakich osobników, wyróżniając, i to w większości nieudolnie, tylko paru z nich. Jednym z wybrańców jest Kile Woodwork, syn Marlee i Cartera, znanych czytelnikom już wcześniej. Jeden z nielicznych bohaterów, w których nie miałam ochoty niczym rzucić. A Eadlyn? Biedna, mała księżniczka, tak się męczy przy Eliminacjach, tak haruje, że przecież musi na kimś odreagować, a chociaż wcześniej Kile'a nie cierpiała (tak, znali się już), to w czasie Eliminacji bez skrupułów go wykorzystywała, a gdy ten powiedział jej prawdę, delikatnie ją w czymś uświadomił, ta na niego nawrzeszczała i się go pozbyła. Egoistka po tysiąckroć. Ale to nie wszystko. Bezczelnie wytyka swojej pokojówce jej związek ze studentem biochemii, którego zawód tak bardzo się od niej różni, co najlepsze, wcale nie uważa tego za coś niestosownego, ba!, oburza się wielce, po tym, jak pokojówka opuszcza pokój. Przejdźmy dalej, kiedy na jednej z randek dochodzi do tego, że kandydat łapie ją za rękę, ta zaczyna piszczeć i uciekać. Niby jest to trochę uzasadnione, bo on okazuje się takim sado-maso, ale nic jej jeszcze nie zdąży zrobić, a ona już udaje załamaną emocjonalnie, rozdygotaną, nietykalną panienkę. Książę Ahren jest za to wielką ciotą, która po uderzeniu tegoż kandydata jęczy i stęka, jak bardzo go boli ręka. 

Eadlyn tak bardzo chce rządzić krajem (bez przerwy powtarza, że jest najpotężniejszą osobą na świecie), a nie potrafi nawet włączyć piekarnika. Jeśli chodzi o relacje z rodziną, jak wcześniej wspomniałam, zero szacunku dla rodziców w 99% sytuacji. Czasem tam sobie przypomni, że jednak jej nie wypada, ale później i tak pielęgnuje swój egocentryzm. Co mnie strasznie zdenerwowało (jako kolejne oczywiście, nie jedyne), to to, że autorka strasznie postarzyła Maxona i Americę. Obojga opisuje, jak co najmniej sześćdziesięciolatków z wiecznymi bólami, problemami ze zdrowiem, nieustannym zmęczeniem. I szczerze, ci z Następczyni, to zupełni inni America i Maxon, niż w pierwotnej trylogii. Jakby zupełnie inne osoby. Inne charaktery, inne reakcje, które kompletnie do nich nie pasują i to wielkie rozpuszczanie dzieci. America straciła temperament całkowicie, Maxon... szkoda gadać, dawna America nigdy nie pozwoliłaby na takie zachowanie Eadlyn.

Pozwolicie, że podam jeszcze parę faktów, dość istotnych, jeśli zastanawiacie się nad sięgnięciem po tę książkę. Eadlym powtarza niejednokrotnie, że nie chce się zachowywać, jak idiotka, ups, jednak jej to nie wychodzi. Po drugie, nie zwraca się do Maxona inaczej jak "tatusiu". Przepraszam, ona ma osiem czy osiemnaście lat? Ponadto ciągle jest taką niewinną, niczemu przecież nie winną dziewczyną, którą spotkał tak okrutny los, że musi żyć w pałacu i znosić zbuntowane tłumy obywateli i ponad trzydziestu facetów w pałacu. Brat jest dla niej jedynie kolejnym pionkiem, który stale musi ją pocieszać, komplementować i przyznawać rację. A ona stawia siebie wyżej od jego ukochanej, taka z niej egocentryczka. Ostatecznie podejmuje on pewną słuszną decyzję (nie rozumiem jak do tej pory z nią wytrzymywał). Jeszcze co do Ames, burzy się za każdym razem, gdy ktoś krzywo spojrzy na Eadlyn, no proszę, czy to jest dawna America?! 

Eliminacje mają być odwróceniem uwagi od buntujących się obywateli, są zasłoną dymną, która ma zapewnić Maxonowi czas. A jednak po kilku tygodniach ich trwanie król wciąż nie znalazł rozwiązania problemu. Jakoś dziwi mnie to, że żaden z jego doradców nic  mu nie pomógł. Czysty bezsens. 

Kto u mnie zapunktował? (O neutralnych nie wspominam). Z pewnością Kaden, czternastoletni brat szanownej księżniczki, który prosto i inteligentnie potrafi jej powiedzieć prawdę. Oj młody, już cię lubię bardziej od twojej nadętej siostruni. Aż trudno w sumie uwierzyć, że jeszcze nie uleciała do góry, niczym balon napełniony helem. Ponadto spodobała mi się reakcja Badena (jednego z kandydatów), jego wygarnięcie brudów Eadlyn. Co z tego, że z pałacu wyleciał, dobrze, że ktoś jej w końcu powiedział to, co powinna już dawno usłyszeć.

Podsumowując, gniot totalny. Charaktery nie te same, reakcje wymuszone, sztuczne. Nudno, denerwująco, bezsensownie i do bólu przewidywalnie. Moje biedne kilka godzin. Nie polecam, ani trochę. Nie mam pojęcia, o czym myślała Kiera, kiedy to pisała. Chyba w ogóle nie myślała.

3/10

Za książkę dziękuję księgarni Bonito :)
Księgarnia internetowa Bonito.pl - Radość z czytania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz