6/04/2015

Maybe Someday



Tytuł: „Maybe someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 13.05.2015
Ilość stron: 360

Życie to nie bajka. Nie na wszystkie problemy mamy rozwiązania, nie każdą przypadłość da się wyleczyć. Nie każdy psychiczny ból można ugasić tabletkami, czy kojącym masażem. Czasami trzeba po prostu pogodzić się z sytuacją. Z tym, że nic nie możemy poradzić.

Czytelnicy "wkraczają" do życia Sydney, kiedy ta ma właśnie wkrótce świętować swoje urodziny. Kilka dni wcześniej widzi swojego chłopaka na spotkaniu z jej najlepszą przyjaciółką. Z początku się niepokoi, jednak później robi sobie wyrzuty za podejrzewanie dwóch najbliższych jej osób o zdradę, gani się, jest pewna, że potajemnie ustalają szczegóły jej niespodziewanego przyjęcia urodzinowego. A wychodzi, jak wychodzi... Ridge od dłuższego czasu, a przynajmniej dłużej niż Sydney, wie o ciągłych zbliżeniach chłopaka Syndey i jej przyjaciółki. Mimo to nic nie mówi o tym dziewczynie z balkonu na przeciwko. Jak to w życiu bywa, prędzej czy później prawda wychodzi na jaw. Sydney zabiera wszystkie swoje rzeczy z dotychczasowego mieszkania i niespodziewanie ląduje u Ridge'a, praktycznie nieznajomego. Bo czy fakt, że słuchała z balkonu jego gry na gitarze można uznać za znajomość?

To już moje trzecie spotkanie z Colleen Hoover. Po Hopeless i Losing hope nadszedł czas na Maybe Someday. Nie mogłam się doczekać spotkania z książką, tyle osób ją wychwalało w recenzjach, widziałam, że nie tylko promowano książkę jako dobrą, wartą uwagi lekturę, ale taka też się okazała w oczach odbiorców. Dodatkowo ostatnio odbył się jeszcze Bookathon z książką, który poprowadziły cztery świetne vlogerki. Jak mogłam nie być pozytywnie nastawiona do książki?

Sydney nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy czegoś jej w życiu brakuje. Miała przecież chłopaka, świetną przyjaciółkę, wszystko toczyło się swoim rytmem. A jednak gdzieś tam, w jej podświadomości. pojawiały się wątpliwości, odznaczając się coraz wyraźniej. Czy naprawdę cieszyła ją obecna sytuacja? Czy już zawsze będzie przynosić piwo z lodówki? Z początku najzwyczajniej w świecie podsłuchując, później już jawnie, słucha brzdąkającego na gitarze Ridge'a, chłopaka z balkonu. Nieświadomie zaczyna też układać słowa do jego piosenek.

Ridge skrywa tajemnicę, o jaką Sydney nigdy by nie podejrzewała tak zdolnego muzyka. Coś, co zmienia odbieranie świata zewnętrznego. Czego więc może brakować dobrze wyglądającemu, utalentowanemu chłopakowi, który jest na dodatek członkiem lubianego przez Sydney zespołu?

Co do Maybe Someday miałam wielkie oczekiwania. Nawet nie spodziewałam się, że aż tak wielkie. I tu się trochę zagalopowałam. Bo o ile w przypadku Hopeless poddałam się całkowicie fabule, tak tutaj miałam pewne opory, wciąż czekałam na coś więcej. I niestety, nie doczekałam się tego. Odebrałam książkę jako nieskompletowane puzzle. 

Książka nie zauroczyła mnie rozwojem wydarzeń, momentami była dość schematyczna, wręcz nudna.  Mimo to cieszyłam się, że Colleen postanowiła tchnąć życie w takie postacie, zwłaszcza w Ridge'a, bardzo mi się podobały również piosenki specjalne nagrane do Maybe Someday. I mimo tej brakującej części układanki spędziłam całkiem miłe chwile z książką. Nie jest ona typowo lekką opowiastką, nie jest też czymś wybitnym, zagnieździła się jakoś pośrodku. 

Na czerwiec w sam raz, można ją zabrać ze sobą w podróż samochodem, na spacer, na plażę. W każdym miejscu będzie miło się ją czytało. I tak też ją podsumuję, jako miłą lekturę. Według mnie słabsza od historii Sky i Holdera, ale podobnie jak Hopeless warta uwagi. Fanom autorki polecam, jeśli ktoś twórczość Colleen ma dopiero przed sobą, polecam zacząć od Hopeless, żeby wyraźnie się wkręcić w książki tej pani.

7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz