6/03/2015

Cudowne tu i teraz



Tytuł: „Cudowne tu i teraz
Autor: Tim Tharp
Wydawca: Bukowy Las
Data premiery: 22.04.2015
Ilość stron: 366

W środowisku moli książkowych panuje taki zwyczaj, że najpierw czyta się książkę, a dopiero później ogląda jej ekranizację, czy adaptację. Odwrotna kolejność to niemal zbrodnia - i wcale nie przesadzam. Wiadomo, że w książce wszystko jest opisane bardziej szczegółowo, uwaga jest zwrócona na każdy detal, a w filmie niczego nie musimy sobie wyobrażać, po prostu... jest. Nic więc dziwnego w tym, że lepiej wcześniej zapoznać się z książką, jeśli ktoś postawi film na pierwszym miejscu, później, zabierając się za książkę może się najzwyczajniej w świecie nudzić, nawet jeśli jest to nietuzinkowa lektura. 

W Polsce, może na nieszczęście dla niektórych, pierwszy światło dzienne ujrzał film, książka została wydana dopiero niedawno. Coś jednak odciągało mnie od filmu, choć tyle razy już miałam ochotę go obejrzeć, ale to chyba dobrze, bo dzięki temu bez oporów mogłam zanurzyć się w powieści. Choć to było jak próba zanurkowania w niemal płytkim basenie. 

O Sutterze z pewnością można powiedzieć, że żyje chwilą. Niczym się nie przejmuje, nic go nie martwi, cieszy się otaczającym go światem. Istne carpe diem! Chłopaka od jego rówieśników, czy właściwie większości ludzi, wyróżnia, jak sam mówi, fakt, że wszystko, co dziwne, przyjmuje z otwartymi ramionami. Zabawny (no, powiedzmy), wyluzowany, bez jakichkolwiek planów na przyszłość. Mimo tego, że jest w ostatniej klasie i teoretycznie powinien już wiedzieć, czego chce od życia, Sutter zdaje się w ogóle nie przejmować nadchodzącymi studiami. Przecież i tak go w końcu gdzieś przyjmą. 

Taka postać w powieści jest w stanie naprawdę wiele zdziałać. Wykorzystać ją można na milion sposobów, w przeróżnych sytuacjach. Sutter to charakter z ogromnym potencjałem, ale mam wrażenie, że autor nie wiedział do końca, jak go wykorzystać. Mamy początek, mamy ten zalążek, ale brakuje mi rozwinięcia. Wciąż zauważamy pisklaka, który nie potrafi wyfrunąć z gniazda.

Po lekturze czuję wielki niedosyt. Wiedziałam, czego mniej więcej mogę się spodziewać, ale oczekiwałam, że z czasem w bohaterze zajdzie jakaś wielka zmiana, tymczasem zmienił jedynie zdanie na temat paru kwestii, a poza tym - Sutter na początku książki = Sutter na końcu. Chyba nie o to chodzi.

Tim Tharp próbował napisać książkę młodzieżowym językiem. Specjalnie używam słowa "próbował", bo nie powiodło mu się, momentami odczuwałam banalne i luzackie zwroty jako sztuczne i wymuszone. Nie bawiły mnie także żarty Suttera. 

Konkludując, książka nie wnosi na rynek książkowy niczego nowego, niczego fascynującego. Nie rozumiem skąd takie zachwyty nad nią, bo dla mnie jest bezpłciowa. Taka nijaka. 

5/10

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Papierowy Pies

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz