5/16/2015

Zakon Mimów


Tytuł: „Zakon Mimów
Autor: Samantha Shannon
Wydawca: SQN
Data premiery: 22.04.2015
Ilość stron: 526

Po oszałamiającym debiucie – pierwszym tomie serii o uniwersum Refaitów – Samantha Shannon nie osiada na laurach. Czas Żniw, ów debiut, podbił serca czytelników i wydawców, ale autorka zdaje sobie sprawę, że to nie koniec, że trzeba równie solidnie popracować nad kolejnymi częściami. Sama data wydania drugiego tomu została nawet przełożona, gdyż Samantha stwierdziła, że musi wprowadzić kilka poprawek, żeby nie dawać czytelnikom byle czego. I plus dla autorki, widać, że szacunek działa w dwie strony, nie tylko od fana do idola.

Wydłużony czas oczekiwania na ponowne zagłębienie się w świat Szeolu… Czy warto było czekać? Czy Samantha Shannon dobrze wykorzystała dodany czas? 

Ucieczka z Oksfordu, karnej kolonii nie poszła tak, jak tego oczekiwała Paige. Nie wszyscy dotarli do celu, gdzie, jak się okazało, czekali na uciekinierów niezbyt przyjaźni strażnicy. Garstka ocalałych i część zaginionych, zostali rozproszeni po ulicach Londynu. Paige chce uświadomić środowisku jasnowidzów, że istnieją Refaici, Emmici, że tak naprawdę to oni rządzą społeczeństwem i to już od dwóch wieków. Jednak pozytywne relacje z Jaxonem Hallem, mim-lordem Paige, wiszą na włosku, a samej ciężko będzie cokolwiek zdziałać w Eterycznym Stowarzyszeniu. Zwłaszcza, że jej opinia ucierpiała przez plotki, które głosiły, jakoby bratała się z wrogiem. Paige podejmuje trudną decyzję, postanawia wrócić na stare śmieci, przy czym wykonuje niebezpieczną robotę. Trudniej niż kiedykolwiek przemieszcza jej się ulicami, co nie ułatwia osiągnięcia postanowionego celu. Dochodzi do starcia między niepożądanymi stronami, sekrety wychodzą na jaw, emocje nie pozwalają bohaterom na usiedzenie w miejscu. Czy Paige uda się powiadomić jasnowidzów o stworzeniach z Międzyświatów?

Nie da się zaprzeczyć, że Zakon Mimów to jedna z najbardziej oczekiwanych przez młodzież książek roku pańskiego 2015. Samantha Shannon podbiła rynek książkowy pierwszą częścią; osiągnęła coś, co nie udaje się wielu debiutującym pisarzom, nawet na amerykańskim poletku wydawniczym. Stworzyła skomplikowany świat, postacie, dostarczając czytelnikom masy wrażeń sprawiła, iż lgną oni do jej książek niczym muchy. Samantha wnosi w świat wyobraźni coś oryginalnego. Nigdzie indziej nie przeczyta się o Refaitach, Emmitach, o przeróżnych typach jasnowidzów, ukrywających się pośród ludzi. Swoje zrobiła, przyłożyła się do wykreowania świata przedstawionego. Każdy najmniejszy szczegół jest dopracowany; taka precyzja w młodzieżówkach to dzisiaj rzadkość. Przemyślane rasy, użycie języka staroangielskiego, slangu, zmieszanego z wymyślonymi przez siebie słowami. Autorka stawia czytelnikom spore wyzwanie – wyobrażenie sobie pewnych aspektów fabuły, zrozumienie, kto jest kim, dlaczego akurat tak, a nie inaczej nazwano poszczególne postacie; wszystko to zmusza odbiorców do myślenia.

Paige nie ma w sobie niczego z irytującej, rozkapryszonej nastolatki. Niemal dwudziestoletnia bohaterka jest jedną z fajniejszych, z jaką ma się do czynienia przy okazji czytania literatury młodzieżowej. Nie marudzi, nie papla, nie denerwuje czytelnika. Ma swoje chwile słabości, jak każdy człowiek, ale, choćby sama miała na tym ucierpieć, dąży uparcie do celu, stawiając dobro innych ponad swoje.

Świat przedstawiony jest dopracowany w dużym stopniu. Detale, detale i jeszcze raz detale – na tym autorka sporo zyskuje, bo czytelnik widzi i czytelnik docenia. Dodatkowo są tu bohaterowie, którzy nie mają nic wspólnego z cukierkowymi, przewidywalnymi postaciami, tak często powielanymi. 

Fabuła jest jedyna w swoim rodzaju i, pod pewnym kątem, magiczna, nierealna, a jednocześnie niezwykle interesująca. Styl Samanthy Shannon (jak na dziewczynę, która nie tak dawno skończyła studia) jest niezwykle dojrzały, autorka jest świadoma tego, co pisze. Aż ciężko uwierzyć, że jest tak młodą osobą.

Choć całościowo drugi tom wypada słabiej niż pierwszy, to jest on tak przyjemny w czytaniu, że nie można powiedzieć, by Samantha nawaliła. Kawał dobrej roboty, godziny ciężkiej pracy i proszę. Można? Można!

8/10


Za książkę dziękuję portalowi Gildia :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz