5/18/2015

PRZEDPREMIEROWO: Toxic


Tytuł: „Toxic
Autor: Rachel Van Dyken
Wydawca: Feeria
Data premiery: 03.06.2015
Ilość stron: 339

Najtrudniej jest zabrać się za książkę, przemóc się, w końcu zacząć ją czytać, a nie tylko patrzeć na okładkę i ją podziwiać [bądź kląć za jej zepsucie]. Najgorszy pierwszy krok, ale jeśli się na niego zdobędziemy, później to już sama przyjemność. Oczywiście, jeśli to, czego się podejmujemy jest tego warte.

Toxic to drugi tom serii Zatraceni, autorstwa Rachel Van Dyken. Mam nadzieję, że pamiętacie recenzję Utraty, która nie tak dawno pojawiła się na blogu? Ciężko byłoby zapomnieć, była tak nabuzowana emocjami, nawet ja sama byłam w szoku, kiedy po jej napisaniu odetchnęłam głęboko i ją przeczytałam. Już nie pamiętam kiedy książka new adult zrobiła na mnie takie wrażenie. 

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Feeria praktycznie zaraz po skończeniu pierwszego tomu mogłam zabrać się za kontynuację. Tym razem Rachel Van Dyken skupia się na Gabe'ie, który skrywa więcej tajemnic niż mogłoby się komukolwiek wydawać. Wytatuowany, wykolczykowany mięśniak, opinia nasuwa się sama, co? Tym samym Gabe udowadnia, że jest mistrzem kamuflażu. Ponieważ prawda jest tak różna od tego, co chłopak sobą prezentuje, jak tylko to możliwe. Kto by podejrzewał Gabe'a o zamiłowanie do muzyki, o to, że jego przeszłość pełna jest bólu i cierpienia, które zdaje się nigdy nie opuszczać Gabe'a... Ojciec Gabe'a... człowiek, z którym łączy go krew - bo ojciec to jednak jakoś pozytywnie nacechowane słowo - po raz kolejny chce wykorzystać syna. Tym razem grozi ujawnieniem przeszłości chłopaka, jeśli ten mu nie zapłaci. Chce sprzedać własnego syna mediom. Tylko dlaczego media miałyby się nim interesować? To jest właśnie jeden z sekretów skrywanych przez Gabe'a od czterech lat. Jakby mało było mu problemów, Gabe napotyka się na Saylor, chłopak zajął salę z fortepianem, w której ona ćwiczy regularnie, w dodatku ciągle w tych samych godzina, a ten nie dość, że posądza ją o podsłuchiwanie, to jeszcze... niespodziewanie całuje. 

Po tym, co przeszłam z Utratą dość sceptycznie myślałam o Toxic. Nie wierzyłam, żeby cokolwiek mogło przebić to, co zafundowała mi autorka przy pierwszym spotkaniu. Wtedy w  internecie zaczęły się pojawiać recenzje polskich blogerek na temat kontynuacji, pełne poruszeń, rozterek emocjonalnych, niemal każda głosiła, że drugi tom przebija pierwszy. Tym bardziej zdziwiona byłam. Jak to, nie dość, że Toxic według czytelników nie było porażką, to jeszcze miało przebić Utartę? Niemożli... a jednak.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć autorów, którzy postawili sobie wysoko poprzeczkę i sobie z nią poradzili, ba, którzy mieli jeszcze kilkanaście centymetrów zapasu! Rachel to się udało. Przed lekturą powiedziałam sobie: okej, nie ma co za wiele oczekiwać od książki, i tak autorka dostarczyła ci masę emocji przy pierwszym tomie, nie myśl sobie, że równie dobrze będziesz się czuła po drugim. W pewnym sensie miałam rację. Nie czułam się równie dobrze po skończeniu Toxic, czułam się o wiele lepiej [a może gorzej? -zależy jak na to patrzeć]. Z jednej strony jest to zupełnie odmienna historia od Wesa, a jednak i ona porusza czytelnika do granic możliwości. To ideał książki NA pod każdym względem. Szczerze przyznam, że podczas czytania Utraty nawet jakoś specjalnie nie polubiłam Gabe'a. A w kontynuacji? Słodki Jezu... 

Pełna trudnych wyborów, świetnych wyrażeń, cytatów, które są wieloznaczne, które można odnieść do innych sytuacji, a będą tak samo dobitne, mocne. Książkę zaczęłam czytać wieczorem, jako że następnego dnia czekała mnie szkoła, postanowiłam odłożyć ją na kolejne popołudnie. Jakoś tak wyszło, że czytałam rano w autobusie, trochę na lekcjach, trochę na przerwach i na to popołudnie niewiele już zostało. 

Jejku, tak kocham tę autorkę! Po raz kolejny napisała coś, co ma ogromną wartość i dla niej samej i dla czytelników. Przyłożyła się, nie ma co, bo strony spływają radością, smutkiem, cierpieniem, wielkim sercem. Kolejne NA z przekazem. Hmmm, teraz chyba nawet bardziej lubię Gabe'a od Wesa, to jest straszne... Pozostaje mi teraz czekać na losy Lisy. Jeśli taka w ogóle istnieje. Zrozumiecie, jeśli przeczytacie Toxic.

Toxic jest jak wulkan, nie wiadomo kiedy wybuchnie i zaleje nas emocjami. Polecam wszystkim wielbicielom z pozoru lekkich, a w gruncie rzeczy porządnych, porażających książek nurtu NA, tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z gatunkiem (nie ma to jak świetny początek!), a tak naprawdę to wszystkim wszystkim. Bo Toxic jest niczym zielony walec z Boba Budowniczego, przejedzie cię, zostawi po tobie placek, który niby żyje, ale jest w tak fatalnej kondycji, że ciężko wykonać jakikolwiek ruch.

10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz