4/08/2015

Szepty o wschodzie księżyca


Tytuł: „Szepty o wschodzie księżyca”
Autor: C.C.Hunter
Wydawca: Feeria
Data premiery: 26.03.2015
Ilość stron: 396

Aż ciężko uwierzyć, że od premiery pierwszego tomu serii Wodospady Cienia minął ledwie ponad rok! Mam wrażenie, że od chwili, kiedy po raz pierwszy miałam okazję przyjrzeć się bliżej przygodom Kylie, minęły wieki. A tu proszę, Zaledwie kilkanaście miesięcy od czasu ukazania się ,,Urodzonej o północy" w księgarniach, na półki trafia czwarta, już przedostatnia część serii C.C.Hunter. Jak ten czas szybko leci (a może to ja się już starzeję i nie zauważam, jak ucieka mi między palcami?)...

Kylie w końcu otrzymała odpowiedź na od dawna dręczące ją pytanie, w sprawie jej pochodzenia. Właściwie gatunku. Ta odpowiedź przyniosła jednak ze sobą jeszcze więcej pytań. Wciąż nic nie jest pewne na sto procent, a dodatkowo Kylie wcale nie ubywa pozostałych problemów. Uprzedzenia rodziny Lucasa do jego dziewczyny narastają, Derek pragnie odzyskać zaufanie Kylie i zacząć jeszcze raz, nie tylko jako przyjaciel, jakby było Kylie mało sercowych rozterek, nawiedza ją kolejny duch. Ale nie taki zwyczajny, do Kylie przychodzi nie tajemniczy nieznajomy, o którym nie ma bladego pojęcia, ale osoba, którą zna, z którą widuje się niemal codziennie. Kylie boi się, że może to oznaczać, że bliska jej osoba wkrótce zginie i, rozwiązując jednocześnie kolejne zagadki na temat samej siebie, obawia się o bezpieczeństwo innych. Co wydarzy się w czwartym tomie Wodospadów Cienia? Kogo życie zawiśnie na włosku? Jakie konflikty pojawią się w obozie? Odpowiedzi na te pytania możecie poznać nie inaczej, jak zabierając się za czytanie ,,Szeptów o wschodzie księżyca".

Cztery i pół miesiąca. Niecałe. Tyle minęło od czasu, kiedy przeczytałam wcześniejszy, trzeci tom serii. Serii, która sprawiła, jak jedna z niewielu, że mąciło mi się w głowie na samą myśl o niej, pragnęłam znaleźć, dorwać jakie tylko są dostępne wersje kolejnych części i przeczytać, nawet w innym języku, nawet jeśli nie zrozumiem ani słowa. Na szczęście udało mi się w miarę uspokoić, pożywić się innymi książkami, przecierpieć parę miesięcy i zabrać się dopiero za oryginał.

C.C.Hunter pisze wprawną ręką, książkę czyta się bardzo łatwo, płynnie, jak się zacznie, to trzeba od razu skończyć. Do stylu tym razem ciężko się przyczepić, jeśli już, to troszkę można ponarzekać na treść. Ale zacznijmy od początku.

W przypadku Kylie, mimo że już przeżyła te cztery tomy, nie wyczuwam większych zmian w jej charakterze, ciągle taka sama, ciągle trochę naiwna, pobłażliwa, delikatna dziewczyna. Jakoś wyjątkowo drażniły mnie także przesadnie radosne reakcje trójki przyjaciółek, Kylie oraz Delli i Mirandy. Doprawdy, momentami zachowywały się jak dzieci, a nieustanne kłótnie wampirzycy i czarownicy powoli zaczynały się robić nudne i nieśmieszne. Męscy bohaterowie też jakby stracili na charakterze, niczym wielkim nie zaskakiwali, mówię tu o Dereku i Lucasie (choć ten drugi przy końcówce dał czadu). Zupełnie inaczej jest z pozostałymi [ważniejszymi] postaciami. Perry dalej cudowny (choć Miranda w sumie tez nie najgorsza, z ww. trójki od zawsze moja ulubienica), a Burnett i Holiday po prostu wymiatają w tym tomie! Jak dla mnie, skradli całą uwagę. Właściwie to ich sceny najbardziej mnie interesowały. Byłam nimi bardziej oczarowana niż głównym wątkiem. Tu mi się podoba, że mimo tych czterech tomów nadal zachowali swój cięty język, nadal są uparci jak osły, ale uroczy na swój sposób. 

Więc tak, jakości, wykonaniu nie mam nic do zarzucenia, autorka poprawiła większość błędów, które pojawiały się w poprzednich tomach, ale poleciało za to odrobinę z akcją. Bo ileż jeszcze można odgrzewać ten sam kotlet? Nie za dużo razy, bo w końcu nie będzie można go przełknąć.

Książkę przeczytałam w dwa dni, zapominając o całym bożym świecie. Bo istnieją książki, które, mimo iż nie robią szału treściowo, to całościowo przypadają czytelnikom do gustu i zapadają w pamięć. Wodospady Cienia właśnie do takich należą. Może pojawia się już u mnie zmęczenie tematem, może już powoli zaczynam się przestawiać na inne książki, bardziej dojrzałe. Pojęcia nie mam, człowiek się zmienia. Gdybym przeczytała książkę jeszcze rok temu byłabym zachwycona. Ale teraz, dla tej starszej wersji mnie (aż o kilka miesięcy!) to już nie fascynujące, jestem głodna więcej akcji, więcej krwi i strachu.

Świetna, naprawdę świetna książka. Ale z rodzaju tych niewymagających, odprężających. Choć niektóre dylematy ciągną się przez wszystkie tomy, to nie mogę powiedzieć, że książka jest typowo schematyczna, że strasznie mi jakąś inną przypomina. Ma w sobie coś oryginalnego i fascynującego.

Mimo kilku minusów, to spora dawka plusów [i Burnett!] sprawiły, że bez najmniejszego wahania sięgnę po kolejny, ostatni już tom serii. Nie mogę się doczekać!

8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria.


recenzje poprzednich tomów: 1 | 2 | 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz