4/25/2015

Dante na tropie


Tytuł: „Dante na tropie
Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawca: Literackie
Data premiery: 04.02.2015
Ilość stron: 370


Już dawno pozbyłam się stereotypowego myślenia na temat rodzimych pisarzy, co mnie bardzo cieszy, bo często zdarza mi się natrafić na prawdziwe perełki, w których mogę się zatopić na długie godziny i do których z chęcią wielokrotnie powracam. Niestety zdarzają się też i słabsze pozycje, co nie znaczy, że brakuje nam w kraju talentów. Trzeba po prostu dobrze szukać. Ja szukałam [krótko]. I natrafiłam na taką oto pozycję.Może to moja wina, że zamiast poszperać w internecie i poczytać więcej recenzji, zdecydowałam się na książkę po samym opisie i po tym, że było o niej akurat dość głośno. Biorę winę na siebie, powinnam lepiej się przyjrzeć pozycji, bo wtedy najpewniej bym jej nie zamówiła.

Zachęcający blurb u dołu okładki zrobił swoje. Mieszanka dobrego kryminału i romansu? Czemu nie? Niestety, tym razem mini rekomendacja okazała się zwodnicza - jak ja nie lubię takich sytuacji! Nie obiecuje się czytelnikom czegoś, czego nie dostaną, to niemoralne, niewłaściwe, niestosowne, tak się nie postępuje. Lepiej napisać, że książka dobra, przyjemna, ale bez zbędnych zachwytów, bo wtedy czytelnik jest bardziej rozczarowany.

Tyle narzekania już na początku recenzji? Ugh, chciałabym inaczej. 

Anna Drozd, bibliotekarka po trzydziestce, właścicielka psa rasy wyżeł weimarski, uciekła od zgiełku miasta, by zaszyć się w prowincjonalnym miasteczku. Bohaterka zostawiła problemy w przeszłości, przynajmniej tak jej się wydaje. Wszystko się zmienia, kiedy jej pies, Dante, przynosi jej okropne znalezisko, mrożące krew w żyłach. Anna, jak wzorowa obywatelka, zgłasza sprawę na policję, która od tej pory kręci się po jej miasteczku. Sprawa staje się poważniejsza, kiedy zaczynają ginąć ludzie, a Anna nie ma pojęcia, kto jest sprawcą. W dodatku ten komisarz, Wiktor, czego może od niej chcieć?

Choć moja lista czytelnicza jest zapełniona po brzegi na następne kilka tygodni, oficjalnie, kilka lat nieoficjalnie, to lubię od czasu do czasu pomiędzy zagraniczne pozycje wcisnąć polski akcent. Właściwie zazwyczaj jestem ze swoich wyborów dość zadowolona.

Dante na tropie to książka, na którą miałam ochotę długo przed jej premierą, później zapał ostygł, stwierdziłam, że i tak mam sporo książek do przeczytania. Ostatecznie książka trafiła w moje ręce.

To nie tak, że książka jest słaba, po prostu nie trafiła w mój gust, oczekiwałam od niej czegoś więcej, czego mi w niej zabrakło, co nie znaczy, że po pozycję sięgać nie warto. Jako tako książka napisana jest poprawnie, są momenty grozy, są też śmieszne elementy, ale całość wypada dość przeciętnie. 

Książka z pewnością spodoba się miłośnikom obyczajówek, czy niewymagającym czytelnikom. Lekka, przyjemnie napisana, aczkolwiek niezapadająca w pamięć powieść. Jednym z największych jej atutów jest przepiękna oprawa. Wydawnictwo postawiło na okładkę ze skrzydełkami, z czego tylne zawiera zakładkę, którą można oderwać. Całość wykonana z najodpowiedniejszego moim zdaniem papieru.

Jeśli chcecie, przeczytajcie, nie odradzam, ale też szczególnie nie zachęcam. Mogło być lepiej, ale autorki nie skreślam, bo to dopiero druga jej książka, może w przyszłości napisze coś powalającego? 

5/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz