4/20/2015

Byliśmy łgarzami


Tytuł: „Byliśmy łgarzami”
Autor: E. Lockhart
Wydawca: YA! GW Foksal
Data premiery: 08.04.2015
Ilość stron: 247



Z pewnością znacie zjawisko promowania książek, takiego częstego, nie na siłę, ale mimo wszystko, wszędzie o danych lekturach słychać, czy to portale się o nich rozpisują, czy blogerzy, czy po prostu są to takie bestsellery, że z zagranicy dochodzi do nas o nich szum. Jedną z takich książek, które ostatnio robią furorę w sieci jest powieść E. Lockhart Byliśmy łgarzami, którą udało mi się dorwać. Chciałam się przekonać na własnej skórze o co tyle szumu.

Tytułowymi Łgarzami jest czwórka nastolatków. Ale zacznijmy może od początku, żeby każdy wiedział co i jak. Sinclairowie są bogatą rodziną, wszyscy z charakterystycznymi rysami twarzy, blond włosami, promiennym uśmiechem, są wzorem amerykańskiej rodziny. Od pokoleń odnoszący sukcesy, perełki społeczeństwa. Idealne życie z idealnymi członkami rodziny. Pozornie oczywiście. Harrison i Tipper Sinclairowie mają trzy córki, które, naturalnie, wyglądają jak typowe Sinclairówny, posiadające własne dzieci i byłych mężów. W każde wakacje Sinclairowie zjeżdżają się na wyspę, która od wieków należy do ich rodziny, każda z córek Sinclair ma na niej swój dom, jak i ich rodzice, już staruszkowie. Dzieci bawią się ze sobą w najlepsze, pluskają w ciepłej wodzie, słuchają się matek, dziadków, radośnie biegają po plaży. Od najmłodszego do najstarszego. Na przestrzeni lat czwórka z nich, Cadence, Johnny, Mirren i Gat - siostrzeniec partnera Carrie, matki Johnny'ego, wyodrębnia się, częściej przebywają w swoim towarzystwie, aniżeli innych dzieciaków, i to właśnie głównie wokół nich toczy się fabuła.

Nastawiłam się na przyjemną, interesującą lekturę, ale, już teraz mogę przyznać, zawiodłam się. Nawet John Green poleca - choć on ostatnio podupadł u mnie w rankingu pisarzy, jak i osobowości - a na mnie książka wrażenia nie zrobiła. Może dlatego, że do samego Greena już straciłam praktycznie całkowicie zaufanie, to i powieści przez niego wychwalane nie wpadają w moje gusta. A może najzwyczajniej w świecie nie jest to książka dobra.

Główna bohaterka, a zarazem narratorka, Cadence, opowiada o swojej rodzinie, o tym co się działo od kiedy była małym dzieckiem, po czasy obecne, gdy ma prawie osiemnaście lat. Mniej więcej pierwsza połowa książki jest o niczym. Szczerze. Wszystko toczy się wokół tego, jaką to Sinclairowie są z pozoru idealną rodziną, w rzeczywistości będąc kłamcami, oszukującymi nawet samych siebie. Snoby, dla których ważniejszy jest majątek niż więzi rodzinne. Irytowały mnie zarówno matki dzieciaków, czyli trzy spadkobierczynie Harrisona Sinclaira, jak i ich ojciec. Te kobiety były w stanie grozić sobie, kłamać, zmuszać do tego swoje dzieci, grożąc im (własnym dzieciom!- że im coś zabiorą, że wywiozą do ojca, ..., ...), żeby to właśnie to nich trafił dom, majątek rodzinny. Toczyły wojny o to, która otrzyma pieniądze, bo tylko to dla nich się liczyło. Zakupy, zero pracy, obowiązków. Okropność. Rozumiem, że autorka chciała w ten sposób coś przekazać, rozumiem nawet co, ale samo wykonanie jak dla mnie leży i kwiczy. 

Banda egoistycznych człowieczków, aż się ma ochotę złapać tych niewdzięczników za włosy i uderzyć o ścianę. Trochę większym rozsądkiem wykazują się dzieci, a zwłaszcza wspomniana wyżej czwórka. Różnią się patrzeniem na świat od starszych Sinclairów, wyznają inne wartości.

Wracając do tematu, żeby nie rozgrzebywać tego, do czego większość może dojść, czytając książkę, po pewnym tragicznym wydarzeniu fundamenty rodziny zdają się załamywać, wszyscy krzyczą do siebie pod szerokimi uśmiechami. 

Byliśmy łgarzami nie posiada żadnego sensu. Plastyczne opisy, okej, obrany przez autorkę punkt, w porządku, ale jako całość - śmiesznie. W sposób absurdalny ukazany fakt, jakimi Sinclairowie są nic nie wartymi kłamcami, że udają, iż do rodzinnych tragedii nie doszło, bo pamiętanie o nich nie prowadzi do niczego dobrego, bo nie ma sobie czym zaprzątać pięknej, "mądrej" blond główki.

Książka wyłamuje się z własnego gatunku, ale w gruncie rzeczy nie jest satysfakcjonująca, a jedynie może przyprawić czytelnika o ból głowy. Czyta się opornie, nie pojawiają się nurtujące pytania, na które chce się poznać odpowiedzi, nie ma czegoś, co by czytelnika ciągnęło przez lekturę. 

Jeśli ktoś lubi klimaty Greena, to powinno mu się spodobać. Ale pozostałym radzę sięgnąć po coś bardziej godnego uwagi.

4/10

Za książkę dziękuję GW Foksal

GWFoksal.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz