2/06/2015

Matt Hidalf i Błyskawica Widmo




Tytuł: „Matt Hidalf i Błyskawica Widmo” 

Autor: Christophe Mauri

Wydawca: Znak Emotikon

Data premiery: 05.11.2014

Ilość stron: 331


Przełom XX i XXI wieku bez wątpienia należał do J.K.Rowling. Jej książki o młodym czarodzieju podbiły serca milinów czytelników na całym świecie, zarówno tych najmłodszych, jak i dorosłych, a nawet ludzi, których włosy od dawna przyprószone są siwizną. Harry Potter zawiera tak ogromną ilość motywów literackich, tyle można się z niego nauczyć, a jednocześnie potrafi bawić i śmieszyć. Nie jeden pisarz próbował napisać coś na miarę cyklu Rowling. Liczne są porażki na tym polu, oj liczne. Czy i Christophe Mauri zalicza się do grona tych autorów?

Matt Hidalf jest niezwykle rezolutnym, psotnym i żywiołowym chłopakiem. Często zarozumiały i egoistyczny, ale także cwany. Młody chłopiec pragnie zostać uczniem kultowej Akademii Mitu. Zrobi wszystko by dostać się do wymarzonej szkoły. Mimo swego młodego wieku już zdążył nagrabić sobie u samego króla, a jego wybryki sprawiają, że nie raz, nie dwa trafił już na pierwsze strony Proroka Królewskiego. Oszust, krętacz tym razem za cel obiera sobie dostanie się do elitarnej Akademii. Problem w tym, że do tej szkoły nie dostaje się byle kto. Nawet największe kujony są czasami zbyt małymi największymi kujonami by spełnić wymagania. Co zamierza zrobić Matt, który uczy się tyle co nic? Z pewnością coś wykombinuje...

Christophe Mauri to jeden z milionów fanów Joanne Kathleen Rowling. Królowa cyklu o Harrym Potterze jest jego inspiracją, czego nawet nie stara się ukryć, wręcz przeciwnie. Jako fan chciał dorównać idolce, chciał napisać coś podobnego, coś na miarę Harry'ego. Sama jestem ogromną fanką Rowling, zdaję sobie sprawę jak wspaniałym człowiekiem i poczytnym pisarzem jest, więc ucieszyłam się, kiedy usłyszałam o tej książce. Niestety już z początku zaczęły mnie razić podobieństwa do Harry'ego.

Matt Hidalf i Harry Potter to dwa skrajnie różne charaktery, do których niewątpliwie przyczyniły się środowiska w jakich się wychowali. Co prawda Harry wdał się w swojego ojca Huncwota,  co dało się zauważyć m.in. przez pakowanie się w różne tarapaty, jednak to Matt jest tym pewnym siebie rozrabiaką. Świat magii, niezwykła szkoła i masa drobnych aspektów, które same na myśl nasuwają Pottera.

Już na okładce można zauważyć Proroka Królewskiego. Nie przypomina Wam on czegoś? Tak, tak, mówię o Proroku Codziennym. Jeśli dorwiecie książkę i spojrzycie na wygląd czasopisma ze świata wykreowanego przez Mauriego zauważycie, że on także jest łudząco podobny do tego zależnego od Ministerstwa Magii. 

I wyszło na to, że tylko ponarzekałam, muszę to jednak zmienić, bo jeszcze nie sięgniecie po książkę, a naprawdę warto. Christophe Mauri nie raz rozbawia do łez, bez wątpienia potrafi zainteresować czytelnik fabułą, wprost nie można się doczekać kolejnych stron. To fantastyczna rozrywka na zimowe dni takie jak ten, ale niestety, mam wrażenie, że tylko dla dzieci. O tyle o ile w przypadku Harry'ego grono odbiorców jest nieograniczone, tak tutaj skierowałabym tę pozycję tylko dla dzieci. 

Nie znajdziecie tutaj wrażliwości płynącej spod pióra Rowling, ale śmiech i serdeczność Mauriego. Rowling porusza serca, Mauri bardziej skierowany jest na mięśnie twarzy, odpowiedzialne za uśmiech. Nie jest to książka głęboka, ale głównie dlatego, że ma inny wymiar, inną funkcję. Potter bawi, wzrusza, uczy, straszne momenty i brutalne zdarzenia niosą ze sobą tony emocji i serca. Matt Hidalf jest kolejnym bohaterem, który nie przeskoczył poprzeczki postawionej przez Jo, choć jest takim spryciarzem. Żeby zbliżyć się do fenomenu jej książek potrzeba czegoś nienamacalnego. Wydaje mi się, że jednym ze składników sukcesu Rowling jest przełożenie na karty powieści cierpienia, jakiego doświadczyła. Mauri wydaje się bardziej beztroski, radosny. Nie oznacza to, że nie należy go czytać. Idealna jako książka dla młodszych dzieci, dla sympatyków, jednak nie polecam jej tym, którzy oczekują powtórki Pottera.

6/10

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz