2/17/2015

Księga portali




Tytuł: „Księga portali” 

Autor: Laura Gallego

Wydawca: Dreams

Data premiery: 10.10.2014

Ilość stron: 567


Często spisuję sobie listę książek, których premiera zapowiedziana jest na przyszły miesiąc, dzięki czemu łatwiej mi rozplanować kolejność, czasami nawet prędkość czytania, minimalną liczbę przeczytanych stron każdego dnia. Jednak bywa, że mimo iż daną pozycję określam jako tzw. must have, to jakaś niewidzialna ręka usilnie odciąga mnie od zabrania się za jej przeczytanie. Najtrudniejszy pierwszy krok, potem jest już tylko z górki. Czyżby?

Obawy jakoś nie chciały się ode mnie odczepić, z czasem nabierałam coraz większych wątpliwości, czy aby na pewno dobrze postąpiłam wkręcając książkę do mojego czytelniczego grafika. Niby tak bardzo chciałam w końcu przeczytać książkę, a jednak wciąż coś mnie od niej oddalało. Jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu.

Kiedy w końcu nastąpiło przełamanie, nie ukrywam, poczułam ulgę. Oczywiście nie zaczęłam z miejsca skakać z radości i uznania dla autorki, ale stopniowo robiło się coraz lepiej, ciekawiej. Zaintrygował mnie potencjał pisarki, wyobraźnię to ona ma i to niemałą. Stworzone przez Gallego państwo w niczym nie przypomina mi tych znanych z fantastycznych powieści. Oryginalne, a zarazem interesujące. 

Akademia Portali zapewnia Daruzji umiejętnie wyćwiczonych Mistrzów. To właśnie oni jako jedyni potrafią namalować portale. Ale nie takie na kartce papieru, czy nawet na płótnie. O nie. Mistrzowie specjalizują się w portalach posiadających magiczną właściwość. Portale te pełnią jedne z najważniejszych funkcji, jeśli wziąć pod uwagę gospodarkę kraju. 

uczeń Akademii + biedny nieznajomy = kłopoty + tajemnice

Laura Gallego ujęła mnie dobrze wykreowanymi postaciami i ciekawym pomysłem na książkę. Nie wzbudziła we mnie jakichś wielkich emocji, ani nie poruszyła mojego serca, ale pozostawiła po sobie miły ślad. 

Przy aktualnej średniej czytanych książek na miesiąc, jeśli naturalnie nie ulegnie ona zmianie, myślę, że o Księdze portali zapomnę dość szybko. Z pewnością warto zabrać się za przeczytanie książki, ale tylko, jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, jeśli to dla Was takie hop siup, to odradzam, bo możecie się zawieść.

Twarda okładka kusi, oj kusi, aczkolwiek okładka już nie grzeszy urodą. Tak czy inaczej, jeślibyście się na książkę zdenerwowali i rzucili nią o ścianę, to prawdopodobnie wytrzymałaby ten ból z o wiele większym spokojem i gracją niż o egzemplarz w miękkiej okładce.

Podsumowując, nie najgorsza książka, ale czytałam sporo lepszych.

6,5/10

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz