2/23/2015

Dziennik



Tytuł: „Dziennik” 

Autor: Anne Frank

Wydawca: Znak

Data premiery: 14.01.2015

Ilość stron: 315


Trudno jest pisać o brutalnym, okrutnym świecie, gdzie lekceważone, poniewierane są istoty ludzkie, traktowane niczym robactwo. Przelewanie na papier historii przerażających, delikatnych, mrożących krew w żyłach jest nie lada wyzwaniem. Tylko nieliczni są w stanie umiejętnie tego dokonać. Naprawdę trzeba być bardzo uzdolnionym pisarzem, żeby tworem o takiej tematyce poruszyć czytelników. A co jeśli opisywana rzeczywistość jest prawdziwa, jeśli dane rzeczy naprawdę miały miejsce? Jak silne emocje niesie ze sobą autor, zwłaszcza, kiedy jest jeszcze młodą dziewczynką?

Myślę, że każda książka traktująca o II wojnie światowej jest traktowana przez odbiorców poważnie. Oficjalnie kilka lat wzajemnego mordowania, tak naprawdę konflikt zbrojny rozciągnięty w czasie do lat kilkunastu, kilkudziesięciu. Do dnia dzisiejszego można obserwować skutki działań wojennych, to, jak wpłynęły one na gospodarkę, na życie codziennie zwyczajnych cywilów. Osobiście na każdą wzmiankę o WW2 przechodzą mnie ciarki. Świadomość, że człowiek człowiekowi czynił tak straszne rzeczy... brrrr! 

Anne Frank była jeszcze dzieckiem. Ale, co było dość istotne w tamtych czasach, była Żydówką. A jak powszechnie wiadomo, nie byli oni ulubieńcami III Rzeszy. Jej pochodzenie, jej religia, wierzenia - za to właśnie, za część samej siebie była z góry skazana. Dramatyczne okoliczności zmusiły rodzinę Anne do przeprowadzki za granice dotychczasowej ojczyzny, która zamiast być ich domem, stała się najgorszym wrogiem. 

Gdy Anne zaczęła prowadzić swój dziennik nie miała pojęcia, jak wielką rolę odegra on w przyszłości. Jedno było pewne, wszystkie zapiski z tamtych czasów były na wagę złota, każda relacja, każda najdrobniejsza wzmianka. I Anne o tym wiedziała. Mimo swego młodego wieku była bardzo dojrzałą osóbką. Bardzo dzielną i mądrą.

Dziewczynka w swoim dzienniku opisywała wszystko, na co znalazła czas, wszystko, co było dla niej ważne. Od najbłahszych sytuacji po głębokie przemyślenia. Spisywała swoje myśli, uczucia, obawy i lęki. Swoje nadzieje, marzenia. Powiem szczerą prawdę, jeśli oświadczę, że takie "relacje" czyta się z ogromnym trudem. Ale kiedy wie się dodatkowo, że to wszystko przydarzyło się dziecku... psychika wysiada. A co miała powiedzieć sama zainteresowana?

Łzy cisną mi się do oczu, gdy rozmyślam nad tym co Anne musiała przeżywać, jakie lawiny strachu wzbudzały kolejne dni. Od pierwszych stron wiedziałam, że ta książka będzie swoistą cegiełkę, która zburzy mury, która nieodwracalnie mnie zmieni. I stało się. 

Po raz pierwszy chyba odczułam potrzebę nakręcenia recenzji na youtuba. To dlatego, że od razu bym mówiła o swoich odczuciach, wszystko wylatywałoby ze mnie jak z armaty, każde najdrobniejsze spostrzeżenie. Pisząc w jakimś stopniu zwalniam, nie potrafię tego robić na równi z myśleniem, mówieniem. I trochę żałuję, że nie kręcę czasem filmików, bo o ,,Dzienniku" mogłabym paplać godzinami, a i tak byłoby sporo niedopowiedzeń. 

Nie potrafię sobie wyobrazić wagi straty, jakiej doznał ojciec Anne, który jako jedyny z ukrywających się osób, przeżył. Coś okropnego, strasznego. 

Anne choć [w ,,Dzienniku"] młodsza ode mnie, sporo mnie nauczyła. Więcej niż niejedna dorosła osoba. Współczuję, podziwiam, szanuję. 

Chyba zabiorę się za nakręcenie filmiku z recenzją. Pierwszy raz w życiu, ale nie mam pojęcia w jaki sposób mogę dobitniej Wam o książce opowiedzieć.

Czuję się niezręcznie, bo to nie jest książka, którą powinno się oceniać w skali od 1 do 10, jak powieść fantasy. To historia krótkiego życia dzielnego aniołka. Pozwólcie zatem, że od danej oceny się powstrzymam i najzwyczajniej w świecie napiszę, że koniecznie ,,Dziennik" powinniście przeczytać.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz