1/17/2015

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów




Tytuł: „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów” 

Autor: Ann Brashares

Wydawca: YA! GW Foksal

Data premiery: 05.11.2014r.

Ilość stron: 319


Co zrobić, kiedy naszą paczkę czeka nagłe rozstanie wakacyjne? Jak sprawić by kontakt nie osłabł pomimo tych miesięcy rozłąki? Bo, spojrzawszy prawdzie w oczy, w nowych miejscach pojawiają się nowi ludzie i choć wiadomo, że nie są oni wieloletnimi przyjaciółmi, to jednak za ich przyczyną można zapomnieć o starych znajomych. Co zatem potraktować jako spoiwo przyjaźni, aby kontaktowanie się ze sobą nie stało się przymusem, niewygodnym obowiązkiem? Otóż wychodzi na to, że wystarczy znaleźć stare, używane dżinsy. Ale, uwaga, jest jeden warunek! Dżinsy muszą być magiczne (i nie chodzi mi o to, że muszą pasować na każdego z grupy, choć ani trochę by to nie przeszkadzało).

Carmen, Bee, Lena i Tibby. Cztery przyjaciółki od... (przed)urodzenia. Znały się od czasów gdy były w brzuchach swoich mam. Tak, czwórka pań zapisała się na zajęcia aerobiku dla ciężarnych. Jako grupa ,,wrześniowych" uczestniczyły w zajęciach u Gildy, której szczerze nie znosiły. Z czasem zaczęły się spotykać po zajęciach. I choć wraz z upływem czasu przyjaźń tego pokolenia osłabła, to ich następczynie godnie pełniły role najlepszych przyjaciółek. Były jak papużki nierozłączki, cztery. Wszystkie miały tak odmienne od siebie charaktery, jak tylko to było możliwe, a mimo to łączyła je niezaprzeczalnie jedna z najsilniejszych więzi - przyjaźń. Zostaje ona jednak wystawiona na próbę, kiedy dziewczyny przyjmują do wiadomości, że oto nadchodzą pierwsze wakacje, które mają spędzić oddzielnie. Carmen, córka Portorykanki, ma wyjechać do ojca, który już na wstępie ją zaskakuje. Gdy tylko Carmen pojawia się przed progiem okazałej i nieznanej willi, Al oznajmia córce, że zamierza ponownie się ożenić. Przed Bridget obóz piłkarski oraz nowo postawione wyzwanie w postaci niesamowitego młodego trenera. Lena ma odwiedzić dziadków, których nie widziała całe lata. W Grecji. Tibby... Tibby zostaje na miejscu i pracuje w pobliskim sklepie, poznając przy okazji chorą na białaczkę dwunastolatkę. Nim jednak do tego wszystkiego dojdzie, uwaga dziewczyn skupia się na dżinsach Carmen. Namawiane, po kolei próbują spodnie. O dziwo, na każdej z nich leżą idealnie, pomimo różnej postury przyjaciółek. I tak wpadają na pomysł założenia Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów, na których to mają spisywać najciekawsze przeżycia. Ustalają zasady, czas, w jakim mają one przebywać u każdej z nich i rozpoczynają przygodę. Choć oddalone od siebie o setki kilometrów, złączone przez dżinsy magią.

O książce słyszałam już wcześniej, oglądałam nawet kiedyś filmy nakręcone na jej podstawie, ale dopiero kiedy GW Foksal poinformowała czytelników o planach wydawniczych, w tym o kolejnym wydaniu SWD, coś mnie tknęło i postanowiłam spróbować, czy po tych kilkunastu latach książka nadal zachwycać będzie nastolatki. Czytanie hitów sprzed lat to bardzo ciekawe doświadczenie, bo pokazuje także pewne normy wtedy obowiązujące, tamtejszą rzeczywistość, która, szczerze przyznam, niezwykle mnie fascynuje. Muzyka, moda, nastawienie do życia osób w każdej przeszłej już dekadzie to dla mnie jak dla małego dziecka odkrywanie jaką niespodziankę kryje w sobie tym razem jajko kinder. I choć czasy się zmieniają, to wciąż są młodzi, wciąż istnieje młodzież (rany, jak to absurdalnie zabrzmiało!). Czy dzisiejsi nastolatkowie różnią się od tych sprzed kilku lat?

Autorka zaskarbiła sobie u mnie ogromnego plusa już na wstępie, wstawiając akurat ten cytat Tolkiena, który prześladuje mnie przez ostatnie miesiące. Humor zatem miałam dobry, pytanie brzmiało, czy i sama powieść też mnie tak zachwyci. Przyznaję, że miałam opory z pierwszymi stronami. Choć pisarka w dosyć ciekawy sposób wprowadza nas w świat przyjaciółek i ich pary dżinsów, to wciąż myślałam nad tym, kiedy wreszcie wciągnę się w czytanie SWD, tak prawdziwie. Dzięki trzecioosobowej narracji i listom możemy poznać historię każdej z czterech dziewczyn dogłębniej, ten sposób pisania pozwala lepsze poznanie większej ilości osób, nie tylko tej jedynej/ego narratorki/a. Przez to, że znajdowały się w różnych zakątkach świata spotkały ich inne sytuacje, poznawały zwyczaje tam panujące, nowych ludzi. O czym oczywiście opowiadały sobie przez listy czy spodnie. 

,,Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" to ciekawa lektura na chłodniejsze popołudnia, w sam raz jeśli chodzi o odpoczywanie przed kominkiem/pod kołdrą z kubkiem parującej herbaty. Nie doświadczyłam jakichś wewnętrznych przemian po przeczytaniu książki, ale były momenty, kiedy się śmiałam, uśmiechałam. Fajna, naprawdę fajna książka. Tego absolutnego wciągnięcia jednak nie doświadczyłam. Aczkolwiek nie żałuję, że zabrałam się za tę książkę, bo zawsze to coś nowego. Może nie jest to światowy bestseller reklamowany na każdym roku, ale miła dla oczu, przyjemna dla serca pozycja. Lekka, niezobowiązująca. Nie należy podchodzić do niej ze zbyt dużymi oczekiwaniami, bo to nie ten typ powieści.

I, choć to już standard w przypadku tego wydawcy, kolejny raz jestem oczarowana oprawą graficzną. Ktoś tu chyba na rynku książkowym w końcu zdał sobie sprawę, że dobra oprawa nie jest zła, a pięknymi okładkami, kolorowymi wnętrzami zyskuje wdzięczność grona czytelników.

Polecam książkę tym, którzy wolne chwile chcą przeznaczyć na coś innego jak nuda! ;)

6,5/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

GWFoksal.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz