1/01/2015

Przeznaczeni




Tytuł: „Przeznaczeni” 

Autor: Holly Bourne

Wydawca: YA! GW Foksal

Data premiery: 19.11.2014

Ilość stron: 440


Jak grudzień to śnieg, jak śnieg to zima, jak zima to święta, jak święta to świąteczne pieczenie, jak świąteczne pieczenie to brak czasu na cokolwiek innego, jak brak czasu to zaskakująco wciągająca książka!

Wiadomo jak to bywa w okresie przed i poświątecznym. Ciągle jest się w biegu, jedni goście wychodzą z naszego domu, inni zaraz przychodzą, a trzeba też kiedyś samemu wybrać się w odwiedziny do bliskich. Takim to sposobem, i przez świąteczne porządki generalne, nasz czas na książki zostaje ograniczony do minimum. Niektórzy nawet nie mogą sobie pozwolić na czytanie podczas świąt, tyle ma się obowiązków. Jak na złość, właśnie wtedy, gdy mam najwięcej roboty, mam chęć na czytanie i to własnie w takich chwilach znajduję najpiękniejsze perełki.

Holly Bourne jest pół-Amerykanką, zamieszkującą jedno z najbardziej deszczowych miejsc w Europie, Anglię. Jest dziennikarką oraz, od niedawna, pisarką. Zadebiutowała powieścią ,,Przeznaczeni", natomiast w sierpniu zeszłego roku ukazała się jej druga książka, niewydawana [przynajmniej jeszcze] w Polsce, swego rodzaju poradnik, ,,The Manifesto on How to Be Interesting". Po przeczytaniu debiutu Holly mam nadzieję, że wyda jeszcze wiele książek. Bo jest to autorka, której twory naprawdę warto czytać. Choć przeczytałam dopiero jedną jej książkę, to po skończeniu powieści, po przeczytaniu motywów Holly, wysłuchania tego, co nią kierowało, kiedy pisała książkę, to już mogę stwierdzić, że dawno nie byłam tak dumna z debiutującej pisarki,  jednocześnie zapowiadającej się niezwykle obiecująco.

Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, za siedmioma górami, rzekami, żyła sobie bardzo piękna nastolatka o imieniu Poppy. Czyż to nie brzmi banalnie? A i owszem. Jak całe życie Poppy. Dziewczyna żyje w banalnym mieście, otaczają ją banalni ludzie, prowadzący banalne i do bólu przewidywalne życie. Nawet przypadkowe sytuacje są banalne, nie wspominając już o banalnych reakcjach ludzi w nich uczestniczących. Sceptycznie nastawiona do życia Poppy Lawson, której której główną bronią, niezmiennie jej towarzyszącą, jest sarkazm, nie wierzy ani w przeznaczenie, ani w miłość. Nie wzdycha do historii Romea i Julii, jak reszta jej rówieśniczek, nie ugania się za chłopakami z drużyny futbolowej, jak reszta jej rówieśniczek, nie podchodzi do życia z radością na twarzy, jak reszta jej rówieśniczek. Poppy wyśmiewa stereotypy i gardzi banalnością. A podstępny los postanawia z niej zadrwić, wplątując ją w jeden z najbardziej banalnych typów związków, dziewczyna&boski gitarzysta. Choć Poppy uparcie stawia opór, z przeznaczeniem nie wygra. Z czasem i ona sama zdaje sobie z tego sprawę.

Do sięgnięcia po książkę zachęciła mnie elektryzująca okładka. Prostota, klasa, a przede wszystkim to neonowe serduszko wokół tytułu, niczym wypełnione gazem szlachetnym! Okładkę zaliczyłam do bardzo udanych, więc skłoniłam się do przeczytania opisu. Lekka, niezobowiązująca lektura. Tak wyglądało moje początkowe nastawienie, nie oczekiwałam niczego więcej jak młodzieżowego romansidła, aczkolwiek z sarkastyczną bohaterką, co by nie mdliło mnie za bardzo. I po raz kolejny zrobiłam z siebie idiotkę!

Z początku, owszem, ma się wrażenie, że to będzie przyjemna lektura, ale bez specjalnego szału. Ot taka na oderwanie się od rzeczywistości, rozluźnienie w chłodniejsze wieczory, odprężająca po dniu pełnym pracy. Tymczasem Holly Bourne podstawia czytelnikom prawdziwą bombę. Im bardziej zagłębiałam się w książce, im dalej zaszłam, tym częściej odnosiłam wrażenie, że książka ma drugie dno.  Przyznam szczerze, że podejrzewałam jakie będzie zakończenie. Jak w większości tego rodzaju książek. I tu mnie autorka kompletnie powaliła na kolana, bo czegoś takiego w życiu bym się nie spodziewała, takiego rozwoju sytuacji, takich motywów, które kierowały postaciami, światem. 

Pomiędzy rozdziałami, których narratorką jest Poppy, możemy przeczytać kilka, niewiele, rozdziałów z tajemniczymi... specjalistami, którzy w swoim czasie dodadzą swoje trzy grosze. Raz jeszcze, nie spodziewałam się, że właśnie tak Holly będzie chciała rozstać się z czytelnikami. Ale to, co zrobiła, nadało powieści inny wymiar, inaczej ją teraz traktuję.

Najzabawniejsze jest to, że przez jakieś ostatnie 70 stron zastanawiałam się jak autorka chce podzielić wątki, które przerzuci do kontynuacji, a które rozwiąże jeszcze w tym tomie. Jakieś 20 stron przed zakończeniem dowiedziałam się, że kolejnych części nie będzie, że to jest historia dwójki przeznaczonych zamknięta w jednym tomie. A że akcja od drugiej połowy książki z każdym rozdziałem znacznie przyspieszała, myślałam, że to jakiś żart, bo przecież nawet najbardziej utalentowany autor miałby marne szanse na odwrócenie rzeczywistości w 20 stron. 

Pogodzenie z nieuchronnym nastąpiło. A mnie z wrażenia odebrało mowę. Absolutnie genialna książka, czuję się, jakby po moich wnętrznościach przejechał bardzo, bardzo ciężko walec. Zatem jestem aktualnie w dość kiepskim stanie psychicznym, ale zarówno czuję ogromny respekt do autorki. Fantastyczny debiut!

PS. Czy żeby Was zachęcić do sięgnięcia po książkę muszę dodać, że przeczytałam ,,Przeznaczonych" w jeden dzień? :)

10/10

Za chwile pełne wrażeń dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

GWFoksal.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz