12/30/2014

Stosik - XII + mini podsumowanie



Święta to niesamowity okres, czas pieczenia pierników, suszenia pomarańczy, ubierania choinki, pakowania prezentów i ich szaleńczego rozpakowywania. To także czas na sentymentalne rozmyślania, nawiązywanie porozumienia pomiędzy skłóconymi stronami czy opowiadania o wydarzeniach sprzed lat.



Wraz ze świętami Bożego Narodzenia nadchodzi koniec roku. A dla blogera koniec tych dwunastu miesięcy oznacza podsumowanie, dumę z podołania podjętym wyzwaniom czy też gorycz porażki. Osobiście nie będę robić typowego podsumowania jakie panuje na większości blogów książkowych, jako że dobre trzy miesiące te
mu przeniosłam się na nową platformę i, że się tak wyrażę, dopiero się rozkręcam!



Odnośnie 2014-ego napiszę jednak kilka zdań. Z pewnością był to najintensywniejszy rok książkowy w moim życiu, udało mi się nawiązać nowe współprace, czytać więcej i częściej, dokończyć własną powieść i w końcu zdecydować się na jej wydanie. Moje regały są tak obficie zaopatrzone, że muszę ustawiać książki po dwa rzędy, a to i tak mało. Zmieniło się także moje życie prywatne, czego jestem bardzo świadoma, zmienił się mój pogląd na pewne sprawy, dorosłam (ale tylko troszeczkę, bo w gruncie rzeczy wolę (zamierzam) pozostać damską wersją Piotrusia Pana). Zdaję sobie sprawę, jak każdy dzień powoduje zmianę w moim charakterze, nie w osobowości, bo ja ,,całościowo" wciąż pozostaję taka sama. To są drobnostki, jak sposób patrzenia na pewne dziedziny życia, na różne, czasami skrajne typy zachowań. Zdecydowanie stałam się bardziej wyrozumiała (a żeby nie było za przyjemnie to mój sarkazm także coraz częściej daje się we znaki, co nieustannie uświadamiają mi przyjaciele).

Typem dziewczyny, która godzinami potrafi o sobie opowiadać nigdy nie byłam i pewnie nie będę, więc to by było tyle jeśli o mnie chodzi. Wracając jeszcze do książek, bo to one tu są najważniejsze, nadrobiłam pozycje zaległe (oczywiście nie wszystkie, ale zawsze to większa część), zaczęłam lepiej planować kolejne czytadła, bardziej rozsądniej dobierać egzemplarze recenzyjne. Jestem świadoma, jak mało mają inni, jakie mam szczęście, że mogę czytać książki, że mam dobry wzrok, że w ogóle widzę. Tym bardziej doceniam dane mi przez życie szczęście w postaci najbliższych ludzi (i książek). Obiecuję, że postaram się jak najlepiej wykorzystać możliwość recenzowania, pisania dla Was.

Plany na 2015? Mam przyjemność ogłosić, że po raz pierwszy obejmę medialnym patronatem książkę - i to jeszcze jaką! - Rebecci Donovan, ,,Oddychając z trudem". Zapowiada się także patronowanie dwóm innym książkom, o których wspomnę już raczej po Nowym Roku. W 2015 na półki księgarń trafi mój debiut, o czym także więcej opowiem, kiedy tylko będę mogła. Styczeń zapowiada się niesamowicie, zaczynając od późnego powrotu do szkoły, przez moje urodziny, na cudownych premierach skończywszy.  W międzyczasie będę brać udział w wyzwaniach czytelniczych. Czuję, że będzie fantastycznie :)

A teraz grudniowy stosik. Stos. Byłam grzeczna? Wątpię, raczej wkurzałam Mikołaja tak długo w myślach swoimi prośbami, że w końcu ustąpił. Co mi przyniósł? Zacznę niestandardowo, czyli ebooki. Otrzymałam do recenzji Losing hope oraz Czerwona królowa. Recenzję pierwszej już możecie przeczytać, druga pojawi się przed połową stycznia.



Dotarły do mnie książki z wymiany na LC, Poradnik pozytywnego myślenia i Geneza.











Zdobycz spod choinki, Gdzie spotkamy Jezusa oraz Rudowłosa z konkursu. I tutaj wyjaśniam. Na totalnego luzaka wysłałam zdjęcie na konkurs z Monument 14, organizowany przez Dom Wydawniczy Rebis i Empik. Wyniki były opóźnione, ale pozytywne, bo dowiedziałam się, że zajęłam któreś-tam-miejsce-w-pierwszej-dziesiątce-chyba-tak-mi-się-wydaje, i wygrałam kartę podarunkową o wartości 100zł. Na nagrodę również czekałam dłużej, ale jestem dość cierpliwa. Jak się okazało na końcu, dostałam także książkę Rudowłosa gratis. :) A jak już jesteśmy przy konkursowej tematyce, to na facebooku MTV wygrałam zestaw kolczyków i bransoletkę z Kosogłosa. Jupiii!

I ponownie egzemplarze recenzenckie, tym razem od Grupy Wydawniczej Foksal. Same cuda. :)
Egzemplarz przedpremierowy kontynuacji książki Hodkin: Mara Dyer. Przemiana (recenzja wkrótce), Przeznaczeni (recenzja jutro), Stowarzyszenie Wędrujących dżinsów, Papierowe samoloty, Impuls. Gra. Tom 1. Przeczytałam już dwie pierwsze już przeczytane, magiczne! Mam nadzieję, że na pozostałych również się nie zawiodę. :)


Nadszedł czas na własny zakup. Część I, promocyjne zakupy na znak.com.pl. Od dawna planowałam dorwać te książki, a jak przyszła pora na większe promocje nie mogłam przecież odmówić. Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Prawie jak gwiazda rocka i Wybacz mi, Leonardzie od Quicka i Black Ice od cudownej autorki sagi Szeptem, Becci Fitzpatrick (Black Ice przeczytane, polecam każdemu!).











Ostatni nabytek, świeży, po dzisiaj dostarczony przez kuriera, paczka z Aros.pl! :D Dodatek do serii Kiery Cass, Książę i Gwardzista, naturalnie przeczytane w wersji angielskiej wcześniej, nie mogłam jednak odpuścić, skoro już cała trylogia jest w moim posiadaniu. ;) Cztery. Veronica Roth to przykład autorki, która potrafi  *piiiip* rozpierniczyć genialnie rozpoczętą trylogię. Ale nie lubię niedokończonych serii i zakupiłam po promocyjnej cenie ten dodatek. Piękna katastrofa, bo nie mogłam już dłużej się wstrzymać. :D Myślałam o zakupieniu jej od dnia jej premiery, aż w końcu to zrobiłam. Przyznaję, okładka pomogła w podjęciu mojej decyzji. W śnieżną noc - nawet nie ma o czym mówić, Green to już podstawa mola książkowego. Bestia - dawno przeczytałam tę książkę na internecie, ale dopiero teraz zamówiłam wersję papierową. Podwieczność - opis i okładka, nie mogłam nie kupić. Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury - jak kolega przy okazji referatu z niemieckiego spojleruje, że Śpiąca królewna była gwałcona, etc, oraz jako wielka fanka tej dwójki braci, tego typu baśni, powiązana z nimi od dzieciństwa - jak tu nie kupić?!


Byłabym zapomniała o najważniejszym! Jako wielka fanka szanownego Tolkiena razem z grupą przyjaciół wybrałam się do kina na trzecią i ostatnią część ekranizacji Hobbita. Podzielenie ekranizacji jednej książki na trzy filmy - tylko Jackson potrafi to genialnie skonstruować. LOTR to już klasyk, ale Hobbit spełnił swoje zadanie fantastycznie. Zwaliło mnie z nóg. Jak dla mnie i przyjaciół, najlepsza część ekranizacji. 
W prawym dolnym rogu na zdjęciu widać bilet, jako dowód. A co to na A4? Nie, to nie drugi dziwny bilet. To część kursu języka efów (dokładnie 5 lekcji, reszta poza zdjęciem). Tak! Zamierzam uczyć się tolkienowskiego języka, konkretnie sindarińskiego, a jak ja się na coś uprę to się nie poddaję :D Także, łuhu, może kiedyś napiszę recenzję w sindarinie :D







A Wam życzę udanego Sylwestra, żeby ten nadchodzący Nowy Rok był jeszcze lepszy niż poprzedni, dużo książków, radości, wspaniałych przyjaciół, nawiązania nowych znajomości, sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym i żebyście przede wszystkim nie tracili wiary w siebie! :)

To by było na tyle z mojego skromnego podsumowania i stosiku grudniowego. A jak u Was z książkami w tym miesiącu? Jak z planami na 2015-ty? Pochwalcie się! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz