12/21/2014

Manifest wolności



Tytuł: „Manifest wolności” 

Autor: Jerzy Prokopiuk

Wydawca: Studio Astropsychologii 

Data premiery: 08.08.2014

Ilość stron: 251


Ze wszystkich religii świata to chrześcijaństwo jest najbardziej ganione, to właśnie wyznawców tej religii najczęściej się prześladuje. Czysta ironia, bo to właśnie chrześcijanie tak propagują miłość do bliźniego, wzajemny szacunek, wspieranie, pocieszanie nawet najgorszych wrogów. Osobiście wydaje mi się to po prostu śmieszne. I absurdalne.


Polski filozof, Jerzy Prokopiuk utworzył zbiór swych najlepszych esejów, które stanowią dorobek jego dotychczasowego życia. Twory Prokopiuka przedstawiają niejako jego samego, jego wiarę, przekonania, sposób patrzenia na świat. Wiadomo, że nie każdy [czytelnik] każdego autora zrozumie. Nie każdy też musi zgadzać się z jego poglądami.

Poruszając tematy religijne Jerzy Prokopiuk balansuje na dwóch płaszczyznach - wiary i nauki. Co odróżnia go od innych filozofów, psychologów, religioznawców czy gnostyków, antropozofów? Otóż autor ten nie boi się mieć odmiennego zdania od większości społeczeństwa, w śmiały sposób ukazuje, mogłoby się wydawać, oczywistości. 

Z pewnością książka nie stroni od naukowych pojęć. Można odnieść wrażenie, że mogłaby ona być pomocna wielu wykładowcom na studiach, ot taka drobna ,,pomoc naukowa". Bo, przyznać trzeba, nie są to puste myśli ubrane w wysoce wysublimowane słowa, Prokopiuk dobrze wie, co chce przekazać odbiorcom.

Muszę jednak przyznać, że lektura ta budzi we mnie sprzeczne uczucia. Momentami wydawało mi się, że Jerzy Prokopiuk sądzi, iż postradał wszystkie rozumy, doprawdy, trochę pokory. Jestem zniesmaczona także jego stosunkiem do pewnych spraw, rzeczy. Szanuję zdanie każdego, jeśli jest ono uzasadnione, jeśli oskarżający DOKŁADNIE zapoznał się z treścią, która wywołuje u niego negatywne emocje. Ale nie ścierpię, kiedy ktoś rzuca bezpodstawne oskarżenia, nawet nie pojmując jak wielką wartość może nieść to, co go nie zachwyca.

Spójrzmy jeszcze na okładkę. Łańcuch, który ulega zrywaniu, od jednego jego końca bije światło. A pod spodem tytuł. O, ,,Manifest WOLNOŚCI"! Ciekawe, bo po pewnych fragmentach miałam wrażenie, jakby autor swoimi wypowiedziami zacieśniał ten łańcuch, a nie go zrywał, jakoby narzucając innym swoje poglądy.

Oprócz słów, których nawet spotkanie w słownikach graniczy z cudem, (nie)wielu dobrych rad, spotkałam także rozczarowanie. Mądrościowa książka, ale jednak nie sięgnę po nią po raz kolejny.

5/10

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz