11/15/2014

Piąta fala. Bezkresne morze



Tytuł: „Piąta fala. Bezkresne morze” 

Autor: Rick Yancey

Wydawca: Otwarte

Data premiery: 08.10.2014

Ilość stron: 407


Co pozostaje recenzentowi, kiedy nie wie co napisać, jak rozpocząć swoją wypowiedź, jak sklecić kilkanaście (dziesiąt) zdań w logiczną i spójną całość? Ponieważ to, co się kłębi wewnątrz człowieka po lekturze, nie pozwala na czysto obiektywną opinię, zaburza koncentrację.

Szczerze, nie mam pojęcia. Może przeczesywanie swojego umysłu na różnych płaszczyznach w poszukiwaniu tego jednego, jedynego konkretnego zdania, którym można zacząć, po którym nastąpi lawina uczuć, a z recenzenta nagle zaczną ,,wylewać się" skrywane dotąd emocje. Może trzeba podejść do tego ze stoickim spokojem, opanowaniem, wypijając uprzednio dużą kawę i przesypiając te minimalne 7-8 godzin. A może najzwyczajniej w świecie powinno się postawić na światełko. Małe, nikłe, a jednak tak podtrzymujące na duchu, tyci-tycie światełko gdzieś na końcu tunelu. Na zaufanie. Czyli na to, co odczuwa się przed sięgnięciem po kontynuację książki, która poruszyła grunt pod naszymi nogami.



Cassie Sullivan, z pomocą przyjaciół, udaje się odzyskać brata, małego Sama, czy też, jak od pewnego czasu jest nazywany, Nuggeta. Nastolatka już wie, że oprócz niej są jeszcze inni ludzie, że nie jest ostatnim człowiekiem na Ziemi, jak do tej pory zdawało jej się myśleć. W tym całym chaosie, który zgotowali ludziom Obcy, grupa zupełnie różnych młodych osób nie przestaje walczyć. Nie poddają się fizycznie, choćby mieli rany otwarte, rozległe albo nawet śmiertelne, ani na polu psychicznym. Wiedzą, że gdyby ulegli słabościom, gdyby zniszczono fundamenty tego, co ich naprowadza, nastąpiłby koniec. Koniec wszystkiego. Bo kto będzie walczył za planetę, kto zmierzy się z własnymi słabościami, jeśli nie oni? Jeśli nawet są gdzieś jeszcze żywi ludzie, którzy sprzeciwiają się Obcym, mogą nie posiadać tylu informacji co oni. Bo wśród nich jest jeden z Uciszaczy. I wcale nie zanosi się na to, by był nastawiony przeciwko obywatelom Ziemi, zwłaszcza jeśli nawiązuje bliższą relację z jednym, (a właściwie z jedną) z nich. Ale czy świat, na którym pozostała jedynie garstka ludzi, ma szansę na przetrwanie? Co się stanie, kiedy te... niedobitki obrócą się przeciwko sobie? Rick Yancey przedstawia II tom ,,Piątej fali"!

Minął bodajże rok, od kiedy zaczęłam ,,znajomość" z tym pisarzem. Pierwsza część zostawiła trwały ślad na moim sercu, na mojej duszy. Z jednej strony była to opowieść o inwazji kosmitów, o której prawdopodobieństwie spekuluje się od lat, z drugiej strony, o potędze, jaką ma w sobie nawet najmniejsza grupa ludzi, o tym, do czego jest zdolna w obliczu wojny, o jej wierze, nadziei, wewnętrznej sile, z kolejnej zaś o miłości nie z tego świata, o uczuciu jednej z naszych i jednego z nich.

Obietnica i zaufanie. Wartości tych dwóch wzrosły po tysiąckroć, tak jak i trud, z jakim można je zdobyć. Tak dwa ważne pojęcia, tak bardzo dziś lekceważone. Po skończeniu I tomu od razu wiedziałam, że przeczytam kontynuację. Nie było przy tym obezwładniającego uczucia, że natychmiast chcę ją przeczytać, że nie wytrzymam tych kilku miesięcy. Ze spokojem czekałam na to, co zgotuje mi kolejna porcja twórczości Ricka Yancey'a. I oto co mi z tego przyszło.

Z początku, niesiona pamiętnym, bardzo pozytywnym wrażeniem po ,,Piątej fali" za bardzo nie zwracałam uwagi na poziom kontynuacji. Po symbolicznych stu stronach zdałam sobie sprawę, że straciłam zapał, który do tamtej pory mnie napędzał. Jakbym zdała sobie sprawę, że coś się ulotniło, jak gdybym nagle uświadomiła sobie brak najważniejszego.

Do ostatniej strony czytałam z ciekawością, ale nie z taką wielką wielką. Czytałam, bo czytałam. Interesowało mnie jak potoczą się sprawy, kto zginie, kto pozostanie przy życiu z psychicznymi ranami. Książkę uważam za lepszą od przeciętnej, ale gorszą od bardzo dobrej. Trochę wyżej niż "średnio", ale znowuż też nie "wysoko".

Mówią, że środkowe tomy najczęściej są najsłabszymi częściami. Ale ja wiem, że ten mit z łatwością można obalić, jak zrobiła to Suzanne Collins, czy inni pisarze. Rick postawił przed mną niepełny talerz. Nie dostarczył mi wystarczająco wiele, bym mogła być zadowolona, ale też nie postawił go pustego.

W dalszym ciągu zauważa się determinację, po raz kolejny pojawiają się niespodzianki, przyprawiające o zawrót głowy. Tak czy inaczej, nie uważam czasu poświęconego książce za zmarnowany.

7/10


Możliwość zapoznania się z kontynuacją zapewniło mi Wydawnictwo Otwarte

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz