11/06/2014

Białe jak śnieg


Tytuł: „Białe jak śnieg” 

Autor: Salla Simukka

Wydawca: YA! GW Foksal

Data premiery: 08.10.2014

Ilość stron: 221


Dawno, dawno temu... Tak zaczyna się niemal każda baśń, prawda? Ale opowieść o nastolatce imieniem Lumikki wcale nie przypomina naiwnej historyjki z happy endem. 

Po aferze z rosyjską mafią, Lumikki wplątuje się w kolejną podejrzaną akcję. Po raz wtóry dziewczyna stanie oko w oko z niebezpieczeństwem. 

Czy i tym razem jej się powiedzie? A może los będzie sprzyjać przeciwnej stronie?


Pierwszy tom przeczytałam niemalże na bezdechu (no, może nie tak dosłownie, ale z pewnością podczas lektury zużyłam mniej tlenu niż zazwyczaj). Historia Lumikki zagadki, tajemnice prezentowane nam przez Sallę Simukkę w ,,Czerwone jak krew" sprawiły, że wreszcie, po tak wielu próbach zakończonych fiaskiem, udało mi się pokochać kryminał! Jak z drugim tomem?

Właściwie można by użyć słowa ,,tomik", ze względu na dość mizerną ilość stron pozycji. Ledwie ponad dwieście... Toż to niemal połowa przeciętnej książki! Ale o tym później.

Lumikki powraca do kryminalnego świata, pełnego złoczyńców, ludzi, którzy są w stanie z zimną krwią zamordować niewinne osoby. Kolejny raz zagłębiamy się w twory Salli, kolejny raz doznajemy palpitacji serca przy czytaniu, kolejny raz trzęsą nam się ręce ze strachu przy przewracaniu kartek.

Nie żeby coś, ale książka powinna być opatrzona napisem:
,,Przed przeczytaniem zapoznaj się z treścią opisu na zewnętrznej stronie książki i recenzjami wewnątrz, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż przeczytanie choćby strony zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu (9 na 10 badanych wykazało nagłe zachorowanie na arytmię serca)."

Mówią, że zdrowie jest najważniejsze, a dają nam takie książki...

Szczerze podziwiam Lumikki za odwagę, hart ducha. Chciałabym choć w 1/10 być tak odważna jak ta dziewczyna. Fakt, czasami ma się ochotę palnąć ją w głowę, za to że nie do końca używa swojego rozumu, przecież po tym, co przeżyła z Białym Niedźwiedziem (a raczej Niedźwiedzicami) powinna trochę bardziej uważać na własne zdrowie, co ja mówię, na życie! 

W pewnym momencie (jak przeczytacie to się dowiecie, muahahahaha!) myślałam, że dostanę zawału. Książki Simukki mają w sobie coś takiego, co całkowicie przejmuje władzę nad tętnem, ciśnieniem, biciem serca czytelnika. Nie wiem, czy mam się z tego śmiać czy płakać, w każdym razie jest to trochę niefajne, bo wolę mieć kontrolę nad własnym ciałem.

Mam wrażenie, że pod pewnymi względami Salla podskoczyła z poziomem, ale niestety, nie obyło się też bez wad. Momentami było za szybko, zbyt gwałtownie, akcja pędziła błyskawicznie. Czasami lepiej napisać dłuższą książkę, wpleść w nią więcej opisów, co zdecydowanie przedłużyłoby czas oczekiwania na pewne wydarzenia, zwiększając tym samym napięcie. Tymczasem tutaj, ani się obejrzałam, a już byłam na końcu lektury. 

Troszkę się zawiodłam, że książka ma jedynie 221 stron, ale ogólnie rzecz biorąc, miło spędziłam czas przy czytaniu ,,Białe jak śnieg". Czekanie na finałową część nie będzie katorgą, jednak z miłą chęcią doczytam serię do końca.

7,5/10

Za możliwość ponownego spotkania się z Lumikki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

GWFoksal.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz