10/14/2014

PRZEDPREMIEROWO: Cena odwagi


Tytuł: „Cena odwagi” 

Autor: Ewa Seno

Wydawca: Feeria

Data premiery: 16.10.2014

Ilość stron: 329


Pomimo usilnej walki ze stereotypami na gruncie literackim, że to Polak nic nie potrafi i żadnemu nie wyszła jeszcze porządna książka, wciąż zdarzają się tacy czytelnicy, którzy opierają się przeczytaniu książek polskich autorów.

Osobiście niewiele mogę powiedzieć na ten temat, bo naszych rodzimych książek mam zaledwie kilkanaście, jak do tej pory większość była bardzo udana. A czy przy kontynuacji ,,Tatuażu z lilią" zwyciężą stereotypy, czy jednak nie? Czytając tę recenzję przekonacie się, czy warto było robić tyle szumu wokół serii, może nie jest tego warta?

Po zaledwie trzymiesięcznej przerwie mamy okazję zabrać się za kolejny tom serii Antilia. Jak już wiadomo osobom, które przeczytały tom 1, antilia jest to niezwykły kwiat, który występuje na planecie zwanej Mandorą. Antilia to także imię głównej bohaterki (brawo, brawo, jesteście pełnosprytni, dziewczyna dostała to imię ze względu na kwiat), która jednak woli, by dalej zwracano się do niej per Nina. Otóż dziewczyna dopiero niedawno, po całejże serii katastrof, dowiedziała się, że jest ostatnią z rodu Mendelaview, że istnieje coś takiego jak magia, a atlasy do tej pory jej znane to bardzo okrojone wersje. Jak to nastolatka, popełniła wielki błąd, który musi teraz naprawić, wyruszając w podróż po obcych planetach, podczas której może stracić ostatnie bliskie osoby, jakie jeszcze żyją.

,,Tatuaż z lilią" choć pozbawiony wad nie był, został napisany na tyle dobrze, by zaliczyć go do grona udanych debiutów. Jak zatem poszło z kolejną częścią? 

Przez pierwsze kilkadziesiąt stron główna bohaterka jest tak irytująca, że ma się ochotę rzucić książką o ścianę. Nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe, ale jednak, była jeszcze gorsza niż w pierwszym tomie. Całe szczęście, że takie rzeczy mnie nie zniechęcają (choć tym razem nie wiele brakowało bym odłożyła lekturę na Zarokmożedwaewentualnienigdy). Im więcej stron miałam za sobą, tym Nina bardziej się wyciszała, dojrzewała. Z czasem zaczęłam ją lubić, a w pewnym momencie śmiałam się z jej wypowiedzi (gdzie wcześniej był płacz i zgrzytanie zębów). Tak, zdecydowanie na tym etapie jest progres. 

Biorąc pod lupę miłostki królewny... tu się zrobiło jeszcze gorzej. Lata niczym pszczółka z kwiatka na kwiatek i potem biadoli co też ona nawyczyniała. Takie rzeczy byłyby do zaakceptowania, gdyby dziewczyna uczyła się na swoich błędach. Ale nie, ona usiądzie, popłacze, pomarudzi, a później wstaje i idzie dalej robić tak samo. Momentami odczuwałam, że Nina nie myśli głową, tylko... Mam nadzieję, że to przejściowe.

Uwierz w siebie, a wszystko na pewno się uda.

Plusem jest zmiana (jeszcze nie w pełni dokonana, powiedzmy, że jest w trakcie) dziewczyny z głupiej, naiwnej, strachliwej nastolatki w odważną, szlachetną i dojrzałą kobietę. Oczywiście jeśli wziąć po uwagę jej obecny stan, to wychodzi na głupiutką, dojrzałą. Grunt, że coraz mniej w niej rozkapryszonej egoistki a więcej przywódczyni, którą przecież jest na Mandorze.

Pierwszy raz w życiu popisałam po książce (nie liczę tutaj przerabiania na kreatury postaci ze szkolnych podręczników). Ale mam usprawiedliwienie - zaznaczałam po prostu cytaty, do których warto wrócić. 

Nina zaczęła wierzyć w siebie, w potęgę swojej mocy, przestała sobie powtarzać, że do niczego się nie nadaje, co niezwykle pomogło w jej psychicznej metamorfozie.

...to ja sam, nie pochodzenie, przodkowie czy płynąca
we mnie krew decyduje o tym, jakim będę człowiekiem.

Pomiędzy wierszami Pani Ewa posypała nam pięknymi sentencjami, sprawiając, że książka nie jest pusta i bezwartościowa. Brawo. :)

Gdzieś w otchłaniach internetu wynalazłam informację, jakoby Pani Ewa napisała drugą część w dwa tygodnie. Przyznam, że bałam się, co wyniknie z kontynuacji, bo pośpiech zazwyczaj nie służy. W tym przypadku, wydaje mi się, że niczego nie uszkodził.

Są sprawy nad którymi trzeba popracować, to fakt, ale nawet najlepsi pisarze mają swoje słabe punkty. Jednak lekki język, niesamowite planety, żyjące na niej istoty sprawiają, że książkę czyta się w tempie błyskawicznym, a do tego przyjemnie.

Ale żeby nie było za słodko, muszę jeszcze parę błędów zaznaczyć. Nie rozumiem dlaczego niemal co drugie zdanie w książce kończyło się wykrzyknikiem. Czasami krzywiłam się na twarzy z tych ciągłych wrzasków. To raz. I jeszcze błyskawiczne zmiany nastrojów. Raz Nina jest miła, spokojna, a tu nagle wynurza się z niej rozkapryszona, zezłoszczona dziewczynka. Jakieś etapy pośrednie poproszę.

Książkę przeczytałam w dwa dni, co na dzisiejszy dzień, patrząc na mój grafik, jest niezwykłym osiągnięciem. Do tego przyczyniła się autorka, bo jednak ,,Cena odwagi" ma w sobie to coś, co przyciąga. O, już wiem!

Kontynuacja Pani Ewy Seno jest niczym rosiczka. Łapie w swoje sidła, nie pozwala od siebie odejść, kusi, ale nie jest zbytnio przyjemna, ma swoje odstraszające włoski.

Pod jednymi względami drugi tom jest lepszy, pod innymi gorszy. Innymi słowy, średnia arytmetyczna daje taki sam wynik jak przy tomie pierwszym. Czyli w równaniu wychodzi zadowolony czytelnik!

8/10


Za tę książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz