10/04/2014

Krzyk Icemarku


 Tytuł: „Krzyk Icemarku” 

Autor: Stuart Hill

Wydawca: Galeria Książki

Data premiery: 18.06.2014

Ilość stron: 474

Każdy potrzebuje czasem chwili wytchnienia, miejsca, gdzie może uciec od ogarniającej zewsząd rzeczywistości, azylu, który ochroni do przed światem. 
Może nie?

Choćby i dorosły miewa takie momenty, że potrzebuje pooglądać czy przeczytać jakąś bajkę, coś tak dziecinnie prostego, a zarazem kojącego nerwy. Krainy baśni, fantazji, któż się przy tym nie odpręża? Aż uśmiech ciśnie się na usta, kiedy widzi się, że wszystko kończy się dobrze, a bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Nie wiem jak jest w Waszym przypadku, ale jeśli chodzi o moje książki, to rzadko zdarza się taka, w której by ktoś nie zginął.

Nawet najpoważniejszy osobnik ludzki miewa momenty, kiedy mu odbija [w pozytywnym tego słowa znaczeniu]. No wiecie, niby porządny, poukładany, a ma do czegoś sentyment, ma w sobie taką cząstkę, która całkowicie różni się od cech dominujących w jego osobowości. Dam Wam na przykład autorkę tej recenzji, sarkastyczna, nerwowa, prawdopodobnie wkurzająca 99% ludzkości, a jedyne o co poprosiła ukochanego rodzica po powrocie z zagranicy to prześcieradło z Frozen (co z tego, że w ogóle nie pasuje do wystroju/charakteru pokoju... ale swoją drogą jest takie mięciutkie, kochane i jeszcze jest Ooolaaaaf). Więc sami widzicie. Bajki. Baśnie. Jeden z powodów, dla których sięgnęłam po ,,Krzyk Icemarku".

Wszystko zaczyna się od uwolnienia przez Thirrin przywódcy wilkoludów, który obiecuje młodej księżniczce lojalność i wsparcie przeciwko wrogom. Po serii zaskakujących wydarzeń w książce jest o jednego bohatera mniej - ginie król Icemarku. Thirrin nie bez obaw zajmuje jego miejsce, sprawując pieczę nad ludem. Kraj nie jest jednak bezpieczny, Icemarkowi grożą ataki najeźdźców, krwawe, liczne walki, otuchy nowej królowej nie dodaje straszliwa zima, podczas której ma zebrać sprzymierzeńców. Wsparciem dla dziewczyny okaże się Oskan, Syn Czarownicy, z którym główna bohaterka niespodziewanie nawiąże nić przyjaźni.

Nastoletnia Thirrin jest upartą, ambitną, aczkolwiek momentami irytującą osobą. Z początku zachowywała się tak, jakby jej status pozwalał jej, może nie na wszystko, ale na wiele więcej, niż zwykłym ludziom. Tak jakby ona sama nie mogła popełnić moralnego błędu. Sytuacja ulega zmianie, kiedy Thirrin zostaje sierotą. Na drugi świat odchodzi jej ojciec, dołączając do matki dziewczyny, która zmarła przy porodzie. 

Księżniczka, a właściwie królowa, troszczy się o swój lud, ze wszystkich sił stara się zapewnić mu byt i bezpieczeństwo. ,,Krzyk Icemarku" jest skrzyżowaniem Gry o Tron i Meridy Walecznej. Thirrin, podobnie jak Merida, z czasem dojrzewa, poważnieje, wciąż jednak zachowując w sobie tę iskierkę. Ciągnące (wręcz wlekące) się opisy bitew przywodzą mi na myśl twórczość Martina. Pewnie zostanę za to zlinczowana, ale co tam, jestem tak zmęczona tym tygodniem, że nawet tego nie poczuję. A więc uwaga, eckhm!, NIE JESTEM FANKĄ GOT, dziękuję bardzo. Na pierwszym tomie skończyłam swoją przygodę z Martinem, jak dla mnie było zbyt nudno, niby ktoś ginął, ale moja reakcja była w stylu ,,co? kto to zginął? aha, co na obiad?". Nie wiem, czy autorzy książek przeze mnie preferowanych tak mnie rozpieszczają, czy po prostu to jest słaby punkt G.R.R.M. ,,Krzyk Icemarku" również posiada identyczną wadę, przynajmniej w moim mniemaniu.

Jest to jedna z niewielu książek w tym roku, które czytałam z takim ociąganiem. Po 1/3 miałam ochotę odłożyć książkę na półkę. Interesująca, ale nie porywająca. Fantastyczna gatunkowo, ale nie fantastyczna jakościowo. Czytałam, bo czytałam, ale bez zaangażowania serducha. Z książką wiązałam wielkie nadzieje, myślałam, że będę szaleć z radości, ale tak się nie stało. Nie oceniam książki ani pozytywnie, ani negatywnie. Czyli średnio wyszła. Bardziej jest to książka dla dzieci, aniżeli nastolatków czy dorosłych. Chociaż swoją objętością przewyższa niejedne lektury dla ambitnych.

Książka zainteresuje prawdziwych fanów takich klimatów, bo drzemie w niej kawał wyobraźni, ale ja odniosłam wrażenie, że został on przez autora owinięty folią bąbelkową, żeby nikt się do niego nie dostał.

 6/10

Za książkę dziękuję portalowi Papierowy Pies



5 komentarzy:

  1. Mam chrapkę na tę książkę. Podoba mi się okładka, tytuł też jest nietypowy i już kilka opinii pozytywnych o Krzyku Icemarcu słyszałam. Kiedyś sięgnę z chęcią ;) Akurat mnie pewne podobieństwa do twórczości Martina zachęcają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam ją przeczytać i cały czas się wahałam, Twoja recenzja mimo wszystko mnie przekonała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może kiedyś zapoznam się z tą pozycją, jak na razie nie śpieszy mi się :)

    PS. Obserwuję i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Najpierw brzmiało interesująco... ale później doszłam do wniosku, że ta książka nie jest dla mnie ;/
    ,,co? kto to zginął? aha, co na obiad?"
    Hahahhahahaah, uwielbiam Cię! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo wszystko rozbudziłaś moją ciekawość (która zdążyła już porządnie się rozespać :P) względem tej historii. Koniecznie muszę ściągnąć ją z półki w najbliższym czasie. :D

    OdpowiedzUsuń